Dororo – jest pięknie, a będzie jeszcze piękniej

Dziś opowiem Wam o anime, które zobaczyłam z czystej ciekawości, a którego seans uważam teraz za obowiązkowy wieczorny rytuał. Rzadko mam tak, że rysunkowa produkcja tak mnie porusza, że powraca w myślach (choć są małe wyjątki).

Dororo (z japońskiego どろろ) nie jest autorskim pomysłem studio Tezuka Productions i Mappa. Powstało na podstawie innego anime, co ciekawe starsza wersja pod tytułem Dororo to Hyakkimaru pochodzi z 1969 roku. Jak łatwo policzyć odświeżony serial pojawił się na ekranach w 50 rocznicę powstania serii. To nie koniec. Pomysłodawcą tej historii był Osamu Tezuka, który jeszcze wcześniej w latach 60 stworzył mangę. I to tak naprawdę manga była pierwowzorem.

Fabuła skupia się wokół baśniowego świata samurajów gdzieś w Japonii nawiedzanej przez potwory i nękanej wojną i ubóstwem. Lord Daigo Kagemitsu w trakcie pewnej burzowej nocy zawiera pakt z demonami, oddając za zwycięstwo w bitwie części ciała i zmysły swojego jeszcze nienarodzonego syna skazując go na klątwę. Gdy matka Nuinokata wydaje na świat szpetne niemowlę, którego czaszka i małe ciałko nie są pokryte skórą, Daigo bez wahania postanawia pozbyć się pierworodnego. Matka chłopczyka nie ma prawa zabrać głosu. Niemowlę zostaje wyniesione daleko nad rzekę przez jedną z sędziwych służących.

Starucha postanawia jednak pozwolić zdecydować o losie dziecka przeznaczeniu. Mimo swojej straszliwej deformacji oddycha i najwyraźniej rozpaczliwie pragnie żyć. Wkłada go więc do łodzi, którą puszcza z nurtem rzeki w nadziei, że ktoś ocali malcowi życie. Chwilę potem zostaje pożarta przez potwora czającego się w zaroślach. Daigo nigdy nie może się dowiedzieć o tym, co wydarzyło się nad rzeką.

Scena ta budzi oczywiste skojarzenie z historią biblijnego Mojżesza (którego ocalono przed śmiercią w podobny sposób i powierzono wodom Nilu). Tymczasem Daigo Kagemitsu domaga się potomka i dziedzica. Rodzi się zdrowy chłopiec, który będzie dorastał w dostatku u boku ojca i matki. Otrzyma on imię Tahoumaru.

Okazuje się, że nasz maleńki bohater imieniem Hyakkimaru trafił pod opiekę lokalnego twórcy protez pomagającego ludziom z amputowanymi kończynami. Nie wyjawię jednak jaka bolesna i niechlubna przeszłość dręczy Jukai, by nie zdradzać zbyt wiele. Mijają lata. Tytułowa postać Dororo napotyka chłopaka gdy ten ma lat 16. Pewnego dnia ich drogi splotą się i od tego momentu będziemy świadkami narodzin nietypowej i szczególnej relacji. Staje się jasne, że klątwa rzucona na Haykkimaru nie jest wieczna, ale nasz dzielny bohater musi jeszcze wiele przejść, by móc odzyskać to, co należało do niego od chwili przyjścia na świat, a co odebrał mu własny ojciec zawierając pakt z demonami.

Anime to jest wyjątkowe nie tylko ze względu na poruszającą historię, ale także ze względu na to jak prezentuje się wizualnie. Kreska jest piękna. Nie mówiąc już o szczegółowych, malowniczych pejzażach, ukazaniu poprzez barwę nastroju bohaterów czy też ich…duszy.

Jestem pewna, że historia zdanego na los Hyakkimaru, kryje w sobie jeszcze więcej i tę głębię aż chce się odkryć. Dokładnie dziś 11 lutego premierę ma 6 odcinek serii. Dororo wystartowało 7 stycznia tego roku i już teraz pragnę je gorąco polecić zwłaszcza tym, którzy doceniają ten rodzaj animacji. Zdecydowanie o nim za cicho i zasługuje na więcej rozgłosu.

Poniżej czołówka z utworem Kaen zespołu Queen Bee. Przyznajcie, że ogląda i słucha się świetnie.

Inne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *