Po rozdaniu Oscarów 2017. Czyli moja ocena gali i werdyktów. Część I

(Możliwe spojlery!)

Jest całkiem spora ilość osób, które na tę jedyną Oscarową noc nie idą spać. W tym roku także  postanowiłam dołączyć do nich i zobaczyć galę choć spodziewałam się, że za dnia nie będzie łatwo trzymać pionu. Dla polskich widzów dostępna była relacja na żywo na Canal +. Uściśnijmy – Oscary nie są zawsze uhonorowaniem najlepszych filmów.Nie zapominajmy kto zasiada w Akademii i jak przydziela się głosy, że panuje koleżeńskie nagradzanie się, a i nie wszyscy członkowie komisji oglądają wszystkie nominowane filmy. Wybory Akademii często są kontrowersyjne i nie raz najlepszym filmem okazał się być obraz mocno średni, nie wyróżniający się w żaden sposób, bezpieczny za to z treścią odpowiadającą szanownej komisji. Od kilku lat kochanym tematem filmowców jest Holocaust i obrazy traktujące o wszelkich mniejszościach, środowisku LGBT i rasizmie dlatego często właśnie tego typu filmy nagradzane są Oscarem. Rzadko doceniana jest inność pod względem przedstawianej historii czy też ciekawej formy artystycznej. Skąd więc ten szał na Oscary? Przyjęło się już, że jest to święto kina, prestiżowa statuetka przyznawana za wybitne osiągnięcia już od lat 20 ubiegłego wieku. Tak było od dawna, choć obserwując kolejne rozdania mam wrażenie, że ranga tego wydarzenia podupada. Nie mniejszym zainteresowaniem cieszą się suknie aktorek od światowej sławy projektantów, fotografowane na czerwonym dywanie. Komentowane równie gorliwie jak nominowane filmy.

Jimmy Kimmel (Robert Gauthier / Los Angeles Times)

Tegoroczną ceremonię rozdania Oscarów poprowadził znany wszystkim komik Jimmy Kimmel. Za temat przewodni wziął żarty z obecnego prezydenta Stanów Donalda Trumpa (posłał mu nawet Tweeta), aktorów zebranych na sali (zwłaszcza Matta Damona). Część dowcipów nawet śmieszyła, ale potem szybko można było się zorientować, że humor będzie ciągle bazował na tej samej płaszczyźnie i po kilku takich występach Kimmela jego żarty po prostu żenowały i nudziły. W końcu ile czasu można żartować z prezydenta, którego przecież wybrali obywatele USA? Jimmy dwoił się i troił, ale efekt był marny. Aby wzbudzić ciekawość i przytrzymać widzów do końca, postanowiono najlepsze i najważniejsze pozostawić na koniec. Najpierw mieliśmy być powiadamiani o zwycięzcach w kategoriach technicznych i uznawanych za mniej istotne – takie jak Najlepszy dźwięk czy Najlepsza charakteryzacja. Piszę „uznawanych” bo jak dla mnie osobiście są to tak ważne elementy filmu, że z miłą chęcią dowiaduję się kto stworzył te wspaniałe efekty, które podziwiać możemy na ekranie. Na film składa się przecież praca wielu ludzi spoza kręgu aktorów i reżyserów. Tutaj jednak czekała niespodzianka gdyż jako pierwsza została zaprezentowana kategoria „Najlepsza męska rola drugoplanowa”. Przemowy nagrodzonych osób także nie były pozbawione zacięcia politycznego. Tak więc głównym tematem było poparcie dla polityki pro imigranckiej. Hollywood już dawno skręcił w lewo i na tej gali widać to dobitnie. Po każdej takiej agitacyjnej mowie, sala wypełniała się oklaskami. Bez wątpienia gala rozdania Oscarów stała się festiwalem politycznej poprawności i wzajemnego poklepywania się po plecach.

Nie ukrywam, że część decyzji odnośnie zwycięzców mnie rozczarowała. Od początku miałam swoich faworytów i mocne argumenty przemawiające na ich korzyść. Chciałabym, by wreszcie doceniono oryginalny film z ciekawym przesłaniem, coś innowacyjnego i niejednoznacznego. Jest to jednak kolejna okazja do dyskusji o filmowych gustach. Ostatecznie Oscary przyznano w dwudziestu czterech kategoriach, a czarnym koniem tej edycji Oscarów był musical La La Land, który od początku uchodził za pewniaka. Jak wiemy już na sam koniec nie obyło się bez bardzo niefortunnej wpadki, ale o tym za chwilę. Dodam jeszcze, że wieczór uświetniły występy Justina Timberlake, Auli’i Cravalho, Johna Legend i Stinga oraz…słodycze spadające z nieba i prank z turystami, którzy zaproszeni zostali do Dolby Theatre wypełnionego po brzegi sławami i mogli sobie porobić z nimi zdjęcia (kto by nie chciał?). Jak więc prezentowała się kolejność nagradzania twórców? Ano tak.

Moonlight plakat 1Kategoria: Best Actor in a Supporting Role (Najlepszy aktor drugoplanowy) – nominowani: Jeff Bridges Hell of Highwater (Aż do piekła), Mahershalla Ali (Moonlight), Lucas Hedges (Manchester by the sea), Dev Patel Lion (Lion: Droga do domu), Michael Shannon Nocturnal Animals (Zwierzęta nocy). Nagrodę otrzymał Mahershalla Ali. Ten wybór jest zrozumiały, ale wzbudził kontrowersje zwłaszcza dlatego, że występ należał do bardzo krótkich. Postać Ali – Juan umiera gdzieś na początku filmu. Juan pełni ważną rolę – poniekąd przyjaciela i mentora głównego bohatera, uczy go pływać, ratuje go przed chłopakami ze szkoły, którzy gonią go z zamiarem pobicia i daje mu schronienie. Tylko jakby spojrzeć na to z bliska, to dwaj twardzi szeryfowie – Bridges i Shannon oraz Lucas Hedges w roli Patricka bardziej imo zasłużyli na Oscara za swoje role. Właściwie dobrze byłoby gdyby to Hedges otrzymał statuetkę. Świeża krew, przed kamerą wypadł bardzo naturalnie, jego aktorstwo jest niewymuszone, świetnie oddał rozedrganie i bunt młodego chłopaka, który trafia pod opiekę wuja po tym, jak jego ojciec umiera. Co do Deva Patel to w sumie mam mieszane uczucia. Może bardzo chciano dać mu nominację i przypasowali tego aktora do kategorii choć jego rola wcale nie była wybitna ani tym bardziej drugoplanowa. Bez wątpienia był główną postacią filmu Lion. To fakt – pierwszy segment obrazu pokazuje dzieciństwo więc jego postać gra uroczy maluch Sunny Pawar, ale to Patela możemy potem oglądać na ekranie najczęściej. Muszę przyznać, że Sunny zjadł gwiazdora Slumdoga: Milionera z ulicy na śniadanie. O wiele bardziej wzrusza, skupia uwagę widza, a jego naturalność wprost bije z ekranu. Dorosły już chłopak wychowywany przez rodzinę zastępczą w Australii nie ciekawi już tak swoją historią. Ni stąd ni zowąd pod wpływem rozmowy ze znajomymi, budzi się w nim silna potrzeba odnalezienia utraconego domu w Indiach. Sam Patel zagrał przyzwoicie, ale nie widzę w nim już silnych emocji, których na pewno nie brakowało jego pierwowzorowi jako, że ta wzruszająca historia wydarzyła się naprawdę. Wracając do laureata nagrody to bardzo podobała mi się jego przemowa, w której zaznaczył, że aktorzy są sługami swoich postaci. Z pewnością o Mahershalla Ali jeszcze sporo dobrego usłyszymy.

Mahershalla Ali (Chris Pizzello/Invision/AP)

Kategoria: Best Makeup and Hairstyling (Najlepsza charakteryzacja i fryzury) – nominowane tylko trzy filmy: Suicide Squad (Legion Samobójców), En man som heter Ove (Mężczyzna imieniem Ove) oraz Star Trek Beyond (Star Trek: W nieznane). Nagrodę otrzymał film Legion Samobójców. To zabawne że ten słabiutki film ze stajni DC opuścił galę ze statuetką, co wytknęli antyfani tego obrazu. Już widzę nagłówki: Suicide Squad otrzymał Oscara i pozostawił w tyle konkurencję!”. Już poważnie, faktycznie trzeba oddać, że fryzury i charakteryzacja w tym filmie są bardzo rozpoznawalne i dobrze zrobione. Wystarczy choćby przytoczyć postaci Jokera czy Harley Quinn. W tej kategorii wszystkie filmy miały szansę. W Star Treku i Legionie Samobójców charakteryzacja stawiała na efekciarstwo, na pewno wyróżniającym się obrazem był tu właśnie szwedzki film Mężczyzna imieniem Ove. Tutaj mieliśmy do czynienia przede wszystkim z postarzaniem aktorów jako, że film mówi o wydarzeniach dziejących się na przestrzeni wielu lat. Może dlatego wygrała charakteryzacja bardziej spektakularna i zapadająca w pamięć. Tak czy inaczej decyzja o przyznaniu statuetki temu właśnie filmowi mnie nie dziwi. Nagrodę odebrali panowie: Alessandro Bertolazzi, Giorgio Gregorini i Christopher Nelson.

Alessandro Bertolazzi, Giorgio Gregorini i Christopher Nelson (Getty Images)

Kategoria: Best Costume Design (Najlepsze kostiumy) – nominowane filmy: Allied (Sprzymierzeni), Florence Foster Jenkins (Boska Florence), Jackie, La La Land, Fantastic Beasts and where to find them (Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć). Nagrodę otrzymał film Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Kostiumy są autorstwa Colleen Atwood (uhonorowanej wcześniej Oskarem w tej samej kategorii choćby za Chicago z 2001 roku). Bardzo lubię tę kategorię. Kostiumy budują niesamowicie klimat rozgrywanej historii zwłaszcza gdy akcja filmu dzieje się np w latach 30 czy 50 XX wieku. W przypadku filmu Wielki Gatsby twórcy kostiumów bawili się tematem łącząc z sobą stylizacje charakterystyczne zarówno dla lat 20 jak i 30. W roku 2016 mnie osobiście najbardziej przypadły do gustu piękne kostiumy z filmu „Sprzymierzeni”. Klasyczne, szpiegowskie love story może nie jest niesamowicie dobrym filmem, ale przyjemnie się na niego patrzy. Marion Cotilliard nosi tu naprawdę piękne suknie i uczesania z tamtej epoki. W Jackie zadbano o rys historyczny i odwzorowano świetnie słynny różowy komplet, który Jackie Kennedy miała na sobie w dniu tragicznej śmierci jej męża, prezydenta Stanów Zjednoczonych. W La La Land natomiast mamy do czynienia z zabawą kolorem, który doskonale podkreśla taniec i wymowę poszczególnych scen. Kostiumy dla Meryl Streep w filmie Boska Florence były bardzo bogate, obłędnie szykowne i chyba mój wybór padłby właśnie na kreacje z tego filmu. Oddają przepych jakim była wszędzie otoczona postać Florence, a nawet podkreślają groteskowość „najgorszej śpiewaczki w historii”. Co do zwycięzcy tutaj też mamy klasyczne fraki, sukienki i nakrycia głowy rodem z lat 20 ubiegłego wieku. Każda decyzja byłaby trafna. Kostiumy to niesamowicie dopracowana praca, ratują nawet kiepski film.

Colleen Atwood (Getty Images)

Kategoria: Best Documentary Feature (Najlepszy dokument) – nominowane filmy: Fuocoammare, I Am not your Negro, O.J.:Made in America, Life Animated (Życie animowane), 13th. Nagrodę otrzymał film dokumentalny (a później podzielony na odcinki miniserial) O.J. : Made in America. Dokument przedstawia budzącą kontrowersje sprawę byłego amerykańskiego futbolisty i aktora, który w 1995 roku został uniewinniony od zarzutów o podwójne morderstwo byłej żony i kelnera restauracji. Później Simpson miał kłopoty z prawem i ostatecznie w 2008 roku uznany został winnym dwunastu zarzutów związanych z napadem z bronią. Został skazany na 33 lata pozbawienia wolności. Twórcami dokumentu są Ezra Edelman i Caroline Waterlow.

Caroline Waterlow i Ezra Edelman (Kevin Winter/Getty Images)

Teraz dwie bardzo do siebie podobne kategorie: Best Sound Editing oraz Best Sound Mixing. Ciężko to odróżnić, ale musiałam po prostu poszukać wyjaśnień w internecie, by w końcu raz na zawsze rozwiać nie tylko moje wątpliwości. W dużym uproszczeniu sound editing to praca nad klasycznymi dźwiękami takimi jak dialogi, odgłosy stóp, świst wiatru i różne zjawiska pogodowe – czyli tym, co usłyszeć możemy w każdym filmie. Często ekipa pracuje w osobnym pomieszczeniu na filmie bez żadnego dźwięku, ten dopiero jest wtłaczany do obrazu. Sound editing decyduje więc o tym co słyszymy. W międzyczasie osobno jest komponowana i opracowywana muzyka. Sound mixing zaś to już jeden z ostatnich etapów udźwiękowienia filmu. Muzykę i wszystkie odgłosy miesza się ze sobą i wpływa na to jak ostatecznie słyszymy dany efekt. Decyduje więc także o tym jakie dźwięki znajdą się w filmie. Jedno nie może istnieć bez drugiego.

Nowy początek plakat 1Kategoria: Best Sound Editing (Najlepszy montaż dźwięku) – nominowane filmy: Deepwater Horizon (Żywioł. Deepwater Horizon), Arrival (Nowy początek), Hacksaw Ridge (Przełęcz Ocalonych), La La Land, Sully. Nagrodę otrzymał film Nowy początek. O tym obrazie rozpiszę się bardziej przy okazji innej kategorii gdyż moim zdaniem ten film został niedoceniony i to lekka przesada, że galę opuścił z jedną statuetką. Tutaj wahałabym się między Arrival, a Przełęczą Ocalonych bo efekty dźwiękowe wprost powaliły mnie swoją mocą. Nowy Początek nacechowany jest bardzo oryginalnymi dźwiękami przybyszy z kosmosu, ich charakterystycznymi pomrukami i językiem przypominającym nie co język waleni. To naprawdę robiło wrażenie w połączeniu ze specyficzną muzyką lub dla odmiany głuchą ciszą, która często potęgowała w tym filmie nastrój.  Kawał dobrej roboty speców od dźwięku. Statuetkę odebrał Sylvain Bellemare.

Sylvain Bellemare (Getty Images)

Kategoria: Best Sound Mixing (Najlepszy dźwięk) – nominowane filmy: Arrival (Nowy początek), Hacksaw Ridge (Przełęcz ocalonych), La La Land, Rogue One: A Star Wars Story (Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie), 13 hours: The Secret Soldiers of Benghazi (13 godzin: Tajna misja w Benghazi). Nagrodę otrzymał film Przełęcz Ocalonych. Nie będę tutaj za dużo się powtarzać. Film Mela Gibsona bardzo mi się podobał, zawiera wspaniałe sceny batalistyczne, bardzo realistyczne i dobrze nakręcone. Dźwięk atakuje nas z każdej strony i wzmacnia sceny, które widzimy. Zasłużona nagroda trafiła do rąk Kevina O’Connell, Andy’ego Wright, Roberta Mackenzie oraz Petera Grace.Kevin O’Connell (Getty Images)

fences plakat 1Kategoria: Best Actress in a Supporting Role (Najlepsza aktorka drugoplanowa) – nominowane: Naomi Harris (Moonlight), Viola Davis (Fences), Nicole Kidman Lion (Lion: Droga do domu), Octavia Spencer Hidden Figures (Ukryte działania), Michelle Williams (Manchester by the sea). Nagrodę otrzymała Viola Davis za rolę Rose Maxson. Zanim przejdę do komentowania tego werdyktu nie mogę nie zwrócić uwagi na aktorki, które statuetki nie zdobyły. Naomi Harris zagrała w Moonlight matkę uzależnioną od narkotyków, tworzącą specyficzną i toksyczną relację z synem, od którego bierze pieniądze gdy jest na głodzie. Nie wzruszyła mnie choć muszę przyznać, że była przekonująca. Nicole Kidman swoim występem w filmie Lion: Droga do domu udowodniła, że nadal jest w stawce aktorek, które się w Hollywood liczą. Nie miała jednak za wiele do pokazania oprócz krótkich dialogów i płaczu. Ciężko więc ocenić czy ta rola faktycznie zasługiwała na nominację. Występu Octavii Spencer nie mogę ocenić gdyż jeszcze nie było mi dane zobaczyć filmu Ukryte działania. Oscarowych nominacji było tyle, że nie starczyłoby czasu obejrzeć wszystkich pozycji przed galą. Na pewno nadrobię. Co do Michelle Williams i odgrywanej przez nią postaci Randy miałam mieszane uczucia. Aż do momentu kiedy Randy po latach od osobistej tragedii spotyka dawną miłość. Dosłownie rozłożyła mnie na łopatki monologiem wygłaszanym do byłego męża. Tutaj było wszystko: żal, złość, smutek, przebaczenie, nadzieja, a zaraz potem jej całkowity brak. Łamiący się głos, dławienie łzami, z trudem łapany oddech – to niebywałe jak Michelle utożsamiła się z postacią, którą zagrała. Ta rola zdecydowanie zasługiwała na Oscara. Tym bardziej, że ostatnio jest tendencja do nagradzania młodych aktorek (Jennifer Lawrence, Lupita Nyong’o, Alicia Vikander), których role były poprawne, dobre, ale nie elektryzowały w żaden sposób i nie zapadły w pamięć i do tej pory się dziwię, że to te aktorki zdobyły wyróżnienie kiedy jednocześnie nominowane były chociażby Kate Winslet, Amy Adams, Jennifer Jason Leigh czy Meryl Streep, które pochwalić się mogą bardzo różnorodną filmografią. Nagroda na zachętę? Viola Davis przekonała do siebie nie tylko Akademię, ale i widzów. Jej przemowa była bardzo emocjonalna i uczuciowa zupełnie jak gra w filmie Fences. Aktora była niezwykle wzruszona i mówiła o tym, że to dla niej zaszczyt przedstawić historię prostych ludzi, których nie ma już wśród nas, ale ich legenda będzie żyła wiecznie właśnie dzięki magii kina. Mowa Violi Davis trafiła do mnie o wiele bardziej niż polityczne agitacje jej towarzyszy. Była chaotyczna, ale miało to swój urok. W każdym razie nie ulegało wątpliwości, że Davis była typowana jako pewna zwyciężczyni w tej kategorii i jej wygrana nie jest niespodzianką. Doceniam talent tej aktorki, myślę że zaskoczy swoją aktorską kreacją jeszcze nie raz.

Viola Davis (Getty Images)

CDN…

Inne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *