Black Mirror – subiektywne zestawienie najlepszych (i najgorszych) odcinków

Uwaga! Możliwe spojlery!

Czarne Lustro to serial niebanalny. Na pewno jedna z ciekawszych pozycji jaką możemy zobaczyć na platformie Netflix. Z założenia miał przedstawiać technologię w rękach człowieka w krzywym zwierciadle. Ukazuje mroczną wizję świata gdy sprawy wymkną się spod kontroli,  a człowiek pozwoli na zbyt dużą ingerencję urządzeniom w bliżej nieokreślonej przyszłości. Fani z wypiekami na twarzy komentują odcinki nawet gdy ostatni epizod został wyemitowany pod koniec 2017 roku (a pierwszy pokazano już w 2011). Emocje zdają się nie opadać tym bardziej, że potwierdzono kolejny piąty sezon.

Całkiem niedawno postanowiłam zbadać ten fenomen sama i muszę przyznać, że twórcom serialu Black Mirror należą się słowa uznania. Brytyjczycy wspięli się na wyżyny kreatywności tworząc jak dotąd 19 odcinków  (18 plus 1 specjalny) opowiadających całkiem różne historie z rozwojem technologii i człowiekiem w centrum wydarzeń. Nie do końca zgodzę się ze stwierdzeniem, że serial opowiada zupełnie odrębne wydarzenia, które można oglądać w dowolnej kolejności. Jak się okazuje świat Czarnego Lustra to jedno bardzo interesujące uniwersum, a kolejne epizody zawierają dość istotne nawiązania. Warto oglądać wnikliwie i przyglądać się detalom. Nie zdradzę jednak nic więcej zachęcając Was (mam nadzieję) do seansu.

Ostatni odcinek za mną więc pora na osobiste zestawienie tych najlepszych. Każda pozycja w zestawieniu według mojej opinii zasługuje na uwagę z kilku powodów. Dzieło nie jest pozbawione wad i obok fantastycznych epizodów pojawiają się przeciętne i wyraźnie słabsze, ale i tak jest to jeden z bardziej wciągających seriali ostatnich lat, który warto znać. Słowa uznania na swoim Twitterze napisał nawet sam Stephen King. Zachęcam do dyskusji. Jestem przekonana, że nasze gusta nie będą się pokrywać przy każdym wyborze i to również jest fascynujące.

SEZON I

15 Million Merrits (15 milionów, II odcinek I serii) – Wyobraźcie sobie, że mieszkacie w interaktywnym małym pokoiku, w którym co rusz wyświetlane są reklamy, których nie chcecie oglądać. Aby zebrać punkty i mieć szansę na odmianę losu zmuszeni jesteście pedałować na rowerku w miejscu, które przypomina ogromną siłownię. W dodatku w otoczeniu mówiąc bez ogródek półgłówków, którzy akceptują ten stan rzeczy, wyżywają się na słabszych i ogłupieni są programami nadawanymi na ekraniku. Jesteście więc jak chomiki albo roboty, które pedałują na tym nieszczęsnym rowerku i „jedzą, piją i śpią” (zupełnie jak w piosence Tamagotchi).

Szansą na wyrwanie się z tego świata jest próba zaistnienia w talent show, ale udaje się to nielicznym. Naszą uwagę przykuje on (Daniel Kaluuya) – główny bohater, który zdawać się będzie zupełnie inny niż reszta oraz ona (Jessica Brown Findlay) – nieśmiała dziewczyna z ładnym głosem. Oboje poczują do siebie sympatię. Oby tylko pozostali wierni swoim przekonaniom w tym bezdusznym świecie i  przetrwali ciężką próbę, która ich czeka. Odcinek 15 milionów bezlitośnie kpi z programów rozrywkowych oraz przedstawia w krzywym zwierciadle konsumpcyjne społeczeństwo ogłupione reklamami i papką serwowaną przez media. Szach mat!

SEZON II

White Bear (Biały niedźwiedź, II odcinek II serii) – kolejny odcinek spod znaku zbrodni i kary, ale tym razem widz ma bardzo mieszane uczucia. Główną bohaterką jest Victoria (Leonora Crichlow). Dziewczyna budzi się w dużym domu. Nie pamięta kim jest, skąd się tam wzięła, na ekranie monitora wyświetlany jest niecenzuralny gest. Spostrzega też bardzo dziwne zachowanie okolicznych mieszkańców, którzy dosłownie przypominają bezmózgich umarlaków, z tą różnicą że stoją z nienaturalnym wyrazem twarzy i nagrywają ją telefonami. Wszystko to jest niesamowicie dziwne, na swój sposób przerażające, a Victoria pragnie poznać odpowiedź na nurtujące ją pytania.

Dalej jest jeszcze dziwniej kiedy zamaskowany mężczyzna mierzy do niej z shotguna. Zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie, a do dziewczyny dołącza towarzyszka Jem, która wydaje się być jedyną przychylną osobą i szansą na ratunek. Odcinek White Bear zawiera chyba najbardziej pokręcony zwrot akcji. To co widz ujrzy pozostanie w głowie jeszcze długo po seansie. Zdaje się, że wyobraźnia twórców serialu nie ma żadnych barier. A my zastanawiamy się czy kara jest adekwatna do czynu. W swoim sumieniu rozeznajmy kto tu jest ofiarą, a kto katem.

SEZON III

Nosedive (Na łeb, na szyję, I odcinek III serii) – ten odcinek ma swoje mocne i słabe strony. Widzom na całym świecie może być szczególnie bliski gdyż porusza znaną już nam rzeczywistość (oczywiście w Black Mirror jest ona celowo przejaskrawiona). Czy nie ma wśród nas osób, które swoje poczucie wartości budują na pozytywnych ocenach na portalach społecznościowych, a kiedy ktoś nie zgadza się z ich opinią lub skomentuje w sposób w jaki tego nie oczekują, kasują komentarz lub wpadają w podły nastrój? Czy specjalnie na Instagram nie wypożycza się drogich gadżetów z logo marki by przypodobać się obserwatorom i pokazać swoje idealne życie, kobiety nie nakładają makijażu rano i nie tagują zdjęcia hashtagiem #iwokeuplikethis (w dosłownym tłumaczeniu „taka się obudziłam”) pozując w pościeli? Czy nie fotografuje się jedzenia zanim go skosztujemy bo tak ślicznie prezentuje się na talerzu? O tym jest ten epizod.

Świat głównej bohaterki Lacie (cudna Dallas Bryce Howard) jest do bólu sztuczny, zakłamany i cukierkowy. Mieszkańcy żyją w małych pastelowych domkach, zakładają  pastelowe ubrania. Nawet nasza główna bohaterka nosi makijaż, który upodabnia ją nieco do lalki barbie. Wszystko jest tu mdłe, wszyscy są tu dla siebie przesadnie mili i sztuczni. Może z wyjątkiem brata Lacie, któremu zdarza się przekląć, powiedzieć co myśli i nie stresować się niższą oceną. To właśnie na ocenie najbardziej zależy naszej głównej bohaterce i ludziom z jej otoczenia. Im wyższą notę wystawi innej osobie przez aplikację użytkownik, tym większy prestiż i możliwości. Odcinek Nosedive brnie konsekwentnie do przewidywalnego finału i przemowy rodem z amerykańskich komedii romantycznych, ale mimo to nie można nie docenić pomysłu, każdego detalu i konsekwencji w budowaniu świata. Rola rudowłosej aktorki jest pierwszorzędna. Ponoć Chiny już wprowadzają system ocen obywatela.

Shut up and Dance (Zamknij się i tańcz, III odcinek III serii) – tytuł tego odcinka oddaje klimat epizodu. „Zamknij się i tańcz!”, „nie zadawaj pytań!”, „rób co każemy!” to komendy, których żaden z nas nie chciałby usłyszeć. Do szantażu ucieka się grupa anonimowych hakerów, podglądających młodego chłopaka przez kamerkę w laptopie rejestrując dość intymną i wstydliwą czynność. Życie Kenny’ego (świetny Alex Lawther znany z The End of the F***ing World) zmienia się o 180 stopni, a chłopak staje się narzędziem w rękach szantażystów, którzy grożą ujawnieniem nagrania. Zresztą nie tylko on staje się ich ofiarą.

Wkrótce dołącza do niego również Hector (checie zobaczyć Bronna z Gry o Tron czyli Jerome Flynna bez zbroi i miecza, to macie właśnie wspaniałą okazję). Niepokój budzi fakt, że żądania stają się coraz śmielsze, a widzowie będą świadkiem wielu zaskakujących zdarzeń. Tylko czemu Kenny tak posłusznie wykonuje wszystkie zadania i jest gotów nawet na ostateczność? Koniec odcinka jest gorzki i ukazuje nam zupełnie inne oblicze głównego bohatera.

San Junipero (IV odcinek III serii) – szalone lata 80. Kolorowe kluby tętniące życiem, muzyka z epoki (m.in. Push It Salt-N-Pepa, I Wanna Dance with Somebody Whitney Houston czy Need You Tonight INXS), barwne i błyszczące stroje, fryzury na pudla i marynarki z bufiastymi ramionami. Kto kocha tamte czasy powróci do nich z nostalgią. To pierwszy odcinek Black Mirror, który przedstawia miłość homoseksualną, a mówiąc ściślej związek dwóch kobiet. Śliczna Mackenzie Davis wygląda jak żywcem wyrwana z epoki 8-bitowych komputerów nosząc luźną jeansową katanę i okrągłe okulary zasłaniające pół twarzy.

Historia nabiera rumieńców głównie za sprawą drugiej postaci – śmiałej i bezpośredniej Kelly (kolejna ślicznota Gugu Mbatha-Raw). Odcinek San Junipero i jego tętniąca kolorami otoczka to jednak pretekst do przedstawienia historii poruszającej tak ważny dla ludzi temat jakim jest życie po śmierci. Twórcy serialu snują domysły jak mógłby wyglądać świat i jak mogłaby w tym kierunku rozwinąć się technologia. A wraz z końcowymi napisami w rytm przeboju Heaven is a Place on Earth  zastanawia się także widz.

Man Against Fire (Ludzie przeciwko ogniowi, V odcinek III serii) – wojna to zło. Czy żołnierze są bronią w rękach wyrachowanych ludzi, w których interesie jest podtrzymanie konfliktu zamiast zakończenie go? Nie ma wątpliwości, że piąty odcinek trzeciego sezonu daje do myślenia. To epizod w klimatach postapo, pełny akcji jak w najlepszych filmach tego gatunku. Dodatkowo czasami czułam się jakbym oglądała coś w stylu produkcji o zagładzie ludzkości spowodowanej przez zombie.

W tym wszystkim niewygodne pytania zaczyna zadawać młody żołnierz Stripe (Malachi Kirby), który po styczności z dziwnym urządzeniem zaczyna mieć coraz więcej wątpliwości co do słuszności misji, na którą został wysłany. Czy aby na pewno unicestwianie potworów zwanych gnidami  to cel szlachetny i zasługujący na szacunek? Przeszywający spojrzeniem wojskowy psycholog Arquette (Michael Kelly znany z roli Douga w serialu House of Cards) wyjawi okrutną prawdę, która zaboli i zburzy nieskazitelny wizerunek armii.

SEZON IV

USS Callister (I odcinek IV serii) – ten epizod to ostra jazda po bandzie. Swoisty hołd złożony kiczowatym, ale wciąż mającym urok (i zagorzałych zwolenników) serialom s-f lat 60 i 70 ubiegłego wieku. Wygląd, ubiór postaci, sposób wypowiadania dialogów budzi rzecz jasna skojarzenia z serią Star Trek. W tej kolorowej, pełnej akcji i wywołujących uśmiech efektów specjalnych opowieści, czai się jednak gorzki smak.

Pod płaszczykiem wesołego przygodowego tasiemca ukryto prawdziwe znaczenie i dramat wielu postaci. Co może zrobić człowiek, który w prawdziwym życiu jest popychadłem, dziwadłem bez przyjaciół i innego życia poza pracą i oglądaniem seriali? Odpowiedź będzie przerażająca, zwłaszcza jeśli nasz bohater (w tej roli rewelacyjny Jesse Plemons) posiada sporą wiedzę na temat najnowszych technologii i wie doskonale jak wykorzystać ją do swoich celów, będąc przy tym jeszcze skurczybykiem.

Dajcie szanse USS Callister nawet jeśli zniechęca Was początek i z trudem jesteście w stanie go przebrnąć. To widowiskowy ponadgodzinny epizod zupełnie inny od wszystkich dotąd wypuszczonych pod szyldem Black Mirror. Twórcy puszczają do nas oko, żonglują tu niebezpiecznie różnymi od siebie gatunkami udowadniając, że potrafią zaskoczyć nowymi pomysłami, a te bynajmniej się nie kończą. USS Callister pokazuje nowe, nieznane dotąd oblicze serii.

Metalhead (Twardogłowy, V odcinek IV serii) – najkrótszy odcinek liczący około 40 minut w całości nakręcony w czerni i bieli. Z początku przypominał mi produkcje Lyncha. Na pewno był to zabieg prosty, ale z pewnością nieprzypadkowy. Wydaje się, że oglądając tę historię w kolorze emocje nie byłyby już takie same. Nawet brutalne sceny, rozbryzgująca się krew wygląda tu bardziej jak atrament, element scenografii nie mając za wiele wspólnego z plamą szkarłatnej kałuży.

To, co dla mnie jest zaletą odcinka dla wielu widzów okazało się być jego dużym minusem. Mianowicie słabo zarysowana historia, mała ilość dialogów, bieganina po lesie i poświęcenie życia dla…no właśnie, dla czego? Tutaj już zamilknę, by nie zdradzać istotnych szczegółów. Siłą tego odcinka są według mnie właśnie tajemnica i klimat. Klimat tak odmienny od tego, który do tej pory serwowali nam twórcy serialu Black Mirror. Klimat wyobcowania, zaszczucia i poczucia beznadziei. Nie wiadomo dlaczego wokół nie ma żywej duszy. Można się tylko domyślać i mieć pewne przypuszczenia.

Człowiek, a konkretnie główna bohaterka jest tu zwierzyną, na którą poluje wróg – mechaniczny „pies”, pozbawiony jakichkolwiek ludzkich odruchów, stworzony do zabijania i niecofający się przed niczym byle tylko cel został osiągnięty. Walka jest wyjątkowo nierówna. Nie jest łatwo wywieść tropiącą maszynę w pole choć naszej bohaterce momentami się to udaje. Z wypiekami na twarzy kibicowałam jej w walce o przetrwanie. Jeśli kiedyś człowieka spotkałby taki los, niedobitki musiałyby się ukrywać, a kontrolę przejęłyby maszyny, byłaby to straszna wizja. Twórcy serialu wiedzą jak wywołać dreszcz emocji u widza.

ODCINEK SPECJALNY

White Christmas (Białe Święta) – chyba nie podejrzewaliście, że tytuł wskazuje na miły odcinek, który można zobaczyć w rodzinnym gronie w okresie świątecznym? 16 grudnia 2014 roku wyemitowano odcinek specjalny, który w prawdzie opowiada o wydarzeniach mających miejsce w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, ale to Black Mirror więc twórcy na pewno trzymali asa w rękawie i szykowali dla widzów coś…specjalnego.

Ponownie skorzystano z pomysłu, by w jeden epizod wpleść kilka historii. Tutaj główną rolę gra przede wszystkim technologia przyszłości. Poznamy dwóch mężczyzn Matta (John Hamm, którego znacie zapewne z serialu Mad Men oraz z filmu Baby Driver) oraz Pottera (Rafe Spall). I jeden i drugi trzyma w tajemnicy pewien sekret. Oba zostaną wyjawione pod koniec odcinka. W tej ponadgodzinnej opowieści wszystko ma swój sens i prowadzi konsekwentnie do finału. Czy tak mogłaby wyglądać przyszłość? Brzmi tajemniczo? Przekonajcie się sami, że warto poznać historię Matta i Pottera.

MIESZANE UCZUCIA

Crocodile (Krokodyl, III odcinek IV serii) – nie załapał się do zestawienia z kilku powodów. Przede wszystkim tym razem nie ma tu zaskoczeń. Finał się nie broni, jedynie pozostawia na twarzy widza uśmiech satysfakcji jeśli lubi „szczęśliwe” zakończenie. Jeśli nie, drażnić będzie kilka scen – kobieta chuchro w walce z rosłym mężczyzną, superważne i użyteczne urządzenie, do którego dostęp ma każdy i nie jest zabezpieczone hasłem na wypadek gdyby ktoś chciał wykorzystać je w niecnym celu, czy też szybkość z jaką policja działa i dociera do przestępcy.

Co przemawia na korzyść Crocodile? Przede wszystkim osadzenie akcji w sennej, klimatycznej zasypanej śniegiem Islandii. Widoki zapierają dech. Poza tym nadal jest to zgrabna opowieść o zbrodni i karze i solidny kryminał. Urządzenie służące do wyciągania wspomnień jest niczym potterowska myślodsiewnia, a w niepowołanych rękach może stanowić duże zagrożenie.

Black Museum (Czarne muzeum, VI odcinek IV serii) – ostatni odcinek serialu. Twórcy wyraźnie chcieli spiąć wydarzenia klamrą i wyjaśnić niektóre zjawiska. O ile pierwsza część tej ponadgodzinnej historii bardzo zaciekawiła (wciągająca opowieść o lekarzu uzależnionym od bólu), o tyle z biegiem czasu było coraz bardziej przewidywalnie. Może dlatego, że od pewnego momentu podejrzewałam kim jest czarnoskóra dziewczyna (w tej roli Letitia Wright), która odwiedziła muzeum i jaki jest jej prawdziwy cel.

Poznajemy też trochę faktów na temat wprowadzania nowoczesnych, ale też niebezpiecznych rozwiązań (w końcu zawsze jest jakieś „ale”) przez właściciela muzeum – Rolo (Douglas Hodge). Twórcy serialu dają wyraźnie znać, że wszystkie historie, które już widzieliśmy działy się w nieokreślonej przeszłości, a przedmioty w nich istotne trafiły do muzeum jako eksponaty – strzaskany i zakrwawiony tablet, skaner DNA i lizak, wanna z miejsca zbrodni, mechaniczna pszczoła i inne. Są też obecne easter eggi w postaci podobizn twórców Black Mirror. Małpka i motyw przenoszenia świadomości człowieka budzi moje skojarzenia z odcinkiem Twardogłowy. Może pudło z magazynu ma coś więcej do powiedzenia i dlatego grupce osób tak bardzo zależało na zabraniu go? To oczywiście jedna z teorii.

NAJSŁABSZE ODCINKI

The National Anthem (Hymn narodowy, I odcinek I serii) – Czy z terrorystami się dyskutuje? Czy jakikolwiek polityk spełniłby tak absurdalne żądania wystawiając na szwank swoją reputację, prywatność i życie rodzinne? Czy faktycznie wszyscy przeszliby nad tymi wydarzeniami do życia codziennego? Czy życie księżniczki-celebrytki byłoby dla polityka faktycznie tak istotne i czy nie bałby się, że to pociągnie za sobą inne absurdalne żądania nakręcając tym samym spiralę?

Pierwszy odcinek serialu nie opowiada o zaawansowanych technologiach, ale będziemy świadkami chorej zabawy, której autorem jest psychol performer, a ofiarą fikcyjny premier Wielkiej Brytanii Michael Callow. Nie to, że obrzydziły mnie sceny w tym odcinku (to główne zarzuty padające w komentarzach), raczej rozczarował koniec. Największe brawa należą się odtwórcy roli premiera Rory’emu Kinnear – świetnie oddał emocje i rozedrganie towarzyszące postaci. Odcinek był na tyle ciekawy, że zachęcił mnie na szczęście do dalszego seansu. Z biegiem czasu okazało się jednak, że dość mocno odstaje od innych epizodów dlatego znalazł się na niechlubnej liście.

The Waldo Moment (Waldo, III odcinek II serii) – ten odcinek jest po prostu nudny. Nie porwała mnie idea wulgarnej, bezczelnej  maskotki, która zdobywa duże poparcie społeczeństwa i startuje w wyborach. To chyba jedyny odcinek, który nie przykuł mojej uwagi i zwyczajnie nużył.

Hated in the Nation (Znienawidzeni, VI odcinek III serii) – Początek był bardzo dobry. Chyba zdajemy sobie sprawę z tego jak niebezpieczne może stać się nawoływanie do zrobienia krzywdy ludziom i przyklaskiwanie temu w internecie. Fala jest często tak silna, że tzw hejterzy stają się gorsi od tych, na których wieszają psy (nawet jeśli te osoby mają coś za uszami, kto z nas jest nieskazitelny?).

Pomysł z mechanicznymi pszczołami nie do końca jednak zdał egzamin, a sposób kontroli nad nimi wywołał u mnie śmiech. I to wszystko pod czujnym okiem rządu? Dobre sobie. Na plus całkiem dobra pierwsza połowa w duchu najlepszych kryminalnych seriali oraz Kelly Macdonald i jej piękny, szkocki akcent. Końcówka daje nadzieję na piękną zemstę. To by było na tyle.

  ArkAngel (II odcinek IV serii) – nie jest to zły odcinek. Za kamerą stanęła sama Jodie Foster. Jest to jeden z najbardziej przewidywalnych epizodów z uniwersum Black Mirror i nie zaskakuje ani trochę. Bo niby jakby miała się inaczej potoczyć historia córki wychowanej pod kloszem? Kino zna wiele takich przykładów.

Tutaj niemałą rolę odgrywa właśnie ta nowoczesna technologia. Coś w rodzaju tabletu z zainstalowaną aplikacją daje matce kontrolę absolutną. Dziecko nie zobaczy przemocy, brzydkich filmów, nie usłyszy ujadania psa i nie poruszy się nigdzie bez wiedzy nadopiekuńczej rodzicielki. Nie nauczy się więc ani życia ani zachowań społecznych. Można powiedzieć – masz babo tego, co chciałaś!

Reszta odcinków, o których nie wspominam jest dobra. Bo trzeba przyznać, że nawet jeśli zdarzają się słabsze epizody w Black Mirror, to i tak są warte obejrzenia bo każdy z nich zawiera coś przyciągającego uwagę. Nie ma tu ani jednej spektakularnej porażki czy potknięcia.Ucieszy mnie na pewno nowy sezon. Przede wszystkim jestem bardzo ciekawa jaką ścieżką pójdzie Charlie Booker, czym nas jeszcze zaskoczy i po jakie rozwiązania sięgnie? V sezon jest już potwierdzony, pozostało tylko czekać na ogłoszenie oficjalnej daty premiery.

Inne wpisy

2 komentarze

  1. USS Callister (I odcinek IV serii) – tylko ten odcinek obejrzałem z przyjemnością do końca. Na maksa mnie wkręcił i mógłbym obejrzeć cały sezon takiego odcinka 😀 Ogólnie nie mogłem się wkręcić w ten serial i odpuściłem 🙁

    1. WOW, pierwszy raz spotykam się z tym, żeby ktoś zaczął oglądać ten serial i go nie dokończył. Lubisz ogólnie sci-fi? Ja uwielbiam snuć przypuszczenia o bliższej i dalszej przyszłości 🙂

      „Black Museum” jest moim ulubionym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *