Najlepsze otwarcia najlepszych seriali (czyli dobry opening to dobra zapowiedź)

Uwaga, spojlery!

Jeszcze kilkanaście lat temu seriale były kojarzone z tasiemcami, które zdają się nigdy nie mieć końca. W polskiej telewizji królowały telenowele argentyńskie i peruwiańskie. Nic ambitnego. Bardzo popularny stał się serial Moda na sukces. Ilość nakręconych odcinków do dziś przyprawia o zawroty głowy, ciężko było się już połapać kto jest kim, bohaterowie pobierali się, rozchodzili, potem znowu schodzili. Zafascynowani zawsze tym co się dzieje na Zachodzie, w końcu i my doczekaliśmy się rodzimych produkcji. Któż nie zna seriali Złotopolscy, M jak miłość, Klan czy Na dobre i na złe? Seriale te przez dekady nie znikały z ekranów, a część z nich kręcona jest po dziś dzień i choć nie są oparte na inteligentnych dialogach, a wręcz przepełnione są niedorzecznymi zdarzeniami, mają swoich oddanych fanów. Około 2005 roku przyszła moda na seriale kryminalne i na takie, które miały wreszcie swój początek i koniec. Zamiast ciągnąć odcinki latami twórcy postanowili stworzyć historię i ją zakończyć, by nigdy nie wracać już do tematu. Co było to było. Wiele z nich biły rekordy popularności. Pamiętacie może  Magdę M (2005), Twarzą w twarz (2007), Teraz albo nigdy (2008), 39 i pół (2008) czy Przepis na życie (2011)?

Trudno powiedzieć kiedy lawinowo zaczęły powstawać seriale o coraz ciekawszej fabule, z wielowątkowymi postaciami, z czarnymi charakterami, które potrafią wstrząsnąć, serialami opartymi na faktach. Na pewno po roku 2003 zaczęły powstawać za Oceanem bardzo dobre seriale, które przyciągały przed ekrany miliony widzów. Latynoamerykańskie telenowele zniknęły z naszych odbiorników, ustępując miejsca świeżym tytułom, hitom które pokochali widzowie na całym świecie. Seriale przestaliśmy kojarzyć w końcu z głupiutkimi bohaterami, drętwymi dialogami i drewnianym aktorstwem.

Co istotne, od seriali zaczynały dzisiejsze gwiazdy kina. Na przykład w Plotkarze Blake Lively, w Życiu na fali Mischa Barton. W serialach zaczęli grać znani i lubiani aktorzy, którzy mają od dawna ugruntowaną pozycję wśród hollywoodzkich sław. Kto by się spodziewał, że przykładowo w głównej roli serialowej ujrzymy Kevina Spacey (House of Cards)? Rachel McAdams (Detektyw sezon 2), Matthew MacConoughey , Woody Herrelson (Detektyw sezon 1), Jude Law (Młody papież), Jeremy Irons (Rodzina Borgiów), Nicole Kidman (Małe kłamstewka), Anthony Hopkins (Westworld) to tylko niektóre ze znanych i powszechnie cenionych nazwisk, które przyciągają miliony widzów przed odbiorniki. Można się domyślać, że gaże za udział w serialu są niebotycznie wysokie, ale jestem też przekonana, że do udziału w takim przedsięwzięciu skłania ciekawie napisany scenariusz, dobre dialogi, interesujący przekaz. Coś, czego czasem próżno szukać w produkcjach pełnometrażowych.

Czasy miałkich serialików mamy już na szczęście za sobą. Teraz dobry serial potrafi wciągnąć do tego stopnia, że jesteśmy w stanie jeden dziesięcioodcinkowy sezon połknąć przez jedną noc, a jeśli nie, to przeznaczyć choć jedną godzinę wieczorem po pracy. To, co determinuje odbiór dobrego serialu to opening inaczej czołówka- sekwencja otwierająca. Już pojawienie się tytułu serialu na ekranie wywołuje emocje, w połączeniu z muzyką, obrazem zachęca do obejrzenia odcinka i rozkoszowania się nim. Wybrałam te czołówki, które według mnie są najlepsze. I tylko spośród w mojej opinii najlepszych seriali, które sama obejrzałam. Na zakończenie polski akcent i dwa bonusy w postaci anime. A Wy dodalibyście coś do tej listy?

Narcos (2015)Narcos to serial Netflixa, którego pierwsze odcinki wyemitowane zostały w 2015 roku. Dwa z trzech dotąd nakręconych sezonów poświęcone są życiu Pablo Escobara – jednego z największych baronów narkotykowych współczesnego świata. Obserwujemy jego relacje z rodziną, drogę na szczyt, życie w kryjówce, morderstwa i zamachy, osamotnienie, aż w końcu śmierć z rąk kolumbijskich policjantów. Narcos to jazda bez trzymanki. Utrzymuje w napięciu od pierwszego odcinka. Pełen jest niespodziewanych zwrotów akcji, błyskotliwych dialogów, pełnokrwistych postaci. Istotny jest tu montaż i ukazanie klimatu Kolumbii – są tu zatłoczone kluby w Bogocie, przyjęcia bogaczy i ich wille, czy dla kontrastu ubogie dzielnice Medellín i obskurny posterunek policji. Wszystko to zgrabnie przeplatane ujęciami prawdziwych przestępców, prezydentów Kolumbii czy ludzi z DEA oraz zbiorów archiwalnych nagrań. Co interesujące, wszyscy aktorzy są łudząco podobni do odtwarzanych postaci, także liczni sicarios (mordercy na zlecenie). Pablo Escobar grany jest przez brazylijskiego aktora Wagnera Moura. W jego ustach „Hijo de puta” brzmi jak „kurwa” Bogusława Lindy czy Cezarego Pazury. Wypowiada słowa z pełnym namaszczeniem. Dodatkowo jak nikt inny zaciąga się dymem z papierosa celebrując niespiesznie chwile sam na sam z używką. Moura stworzył wspaniałą kreację. Widać, że wszedł w swoją postać całkowicie – od sposobu mówienia, po sposób chodzenia, mimikę twarzy, charakterystyczne podciąganie spodni, specyficzny humor. Inną postacią wartą uwagi jest agent Javier Peña grany przez Pedro Pascala. Tego aktora fani seriali mogą kojarzyć choćby z roli Oberyna w Grze o tron. Maurice Compte stworzył zaś postać rewelacyjnego, brutalnego pułkownika Carrillo, którego głównym celem jest schwytanie Pablo. Na uwagę zasługuje też Paulina Gaitan w roli Taty Escobar. Żona Pablo żyje jak w wielkiej bańce, która w każdej chwili może pęknąć. Wie o wszystkich zbrodniach męża, wspiera go bez względu na wszystko i nie da powiedzieć o nim złego słowa (podobnie jak matka Pablo). W drugim sezonie ta postać dostaje więcej czasu antenowego. Młoda aktorka (25 lat)  świetnie poradziła sobie z rolą zdradzanej żony, żyjącej w ukryciu, gotowej do ucieczki za każdym razem w inne miejsce gdy wrogowie jej męża nie dają o sobie zapomnieć.

Ogromne znaczenie w serialu Narcos ma świetna muzyka (warto posłuchać: Usma Y Su Conjunto – Hijo de Toño, Octavio Mesa Y Su Conjunto – La Pelea Con el Diablo, Los Panchos – Noche de Ronda, Pedro Bromfman – Baby Girl, czy Pastor Lopez -Cali Bonita). Ścieżka dźwiękowa stoi jakby w kontraście do wydarzeń na ekranie. Krwawe strzelaniny ilustrowane są tutaj lekkimi, hiszpańskojęzycznymi kawałkami. Zupełnie jakbyśmy się wybrali na potańcówkę w jednym z zatłoczonych kolumbijskich klubów. Utwór otwierający każdy odcinek świetnie równoważy obrazy sypiącej się koki, ujęcia na martwe ciała czy zdjęcia z policyjnych archiwów. Rodrigo Amarante śpiewa Tuyo i nie wyobrażam sobie lepszego rozpoczęcia serialu Narcos. Bardzo cieszy mnie fakt, że najnowszy trzeci sezon rozpoczyna się przy tym samym utworze, choć zmieniono sekwencję pokazujących się obrazów. W ogóle to co mnie osobiście urzeka, to to że twórcy serialu nie poszli na łatwiznę i nie zatrudnili samych amerykańskich aktorów mówiących po angielsku. Na ekranie często gości piękny język hiszpański co jeszcze nadaje realizmu i czujemy klimat kolumbijskich miast i wiosek. Ogólnie jeden z lepszych seriali jakie oglądałam. Trzeci sezon nie traci wysokiego poziomu, nie ma się co obawiać że po śmierci Escobara nic się nie będzie działo. Pozostaje przecież jeszcze legendarny kartel z Cali. Jeśli jeszcze nie widzieliście, koniecznie musicie nadrobić. Narcos to doskonały przykład na to, że aktorzy latynoamerykańscy nie grają tylko w ckliwych telenowelach (mały epizod ma tu między innymi aktor znany z Fiorelli – Salvador del Solar).

Mad Men (2007-2015)  – nie znam drugiej takiej produkcji, w której tak dużą rolę odgrywa…moda. Tak, to tutaj zobaczymy najpiękniejsze stroje, a jako że akcja dzieje się w ciągu kilku dekad możemy zobaczyć dokładnie jak ubiór, uczesanie czy makijaż zmieniały się w latach 50, 60 czy 70. Głównym bohaterem serialu jest Don Draper grany przez Johna Hamm. Don jest redaktorem agencji reklamowej Sterling Cooper. Skrywa on mroczną przeszłość,która ma wpływ na jego dorosłe życie. Ogromnym uzależnieniem, miłością i zgubą są dla niego kobiety. Przystojnemu mężczyźnie w garniturze mało która jest w stanie się oprzeć. Don zdecydowanie ma coś z Bonda – jest szarmancki, męski i to właśnie pociąga w nim kobiety. Początkowo przykładny mąż i ojciec trójki dzieci, zawsze elegancko ubrany długie godziny spędza w swym biurze w nowojorskim wieżowcu z szklaneczką whisky w dłoni i papierosem. W miarę upływu kolejnych odcinków jego relacje z żoną się skomplikują, a mężczyzna wpadnie w sieć przygodnych romansów z kolejnymi pięknościami.

Serial Mad Men nie kręci się tylko i wyłącznie wokół osoby Dona Draper. Jest tu też Peggy (Elisabeth Moss), która jako jedna z nielicznych kobiet w agencji pnie się po kolejnych szczeblach kariery, współzałożyciel firmy Roger Sterling, piękna rudowłosa sekretarka Joan czy młody ambitny Pete. I wreszcie żona Dona – Betty (January Jones), która dla rodziny porzuciła aspiracje zostania wziętą modelką. Jej głównym zajęciem jest przygotowywanie kolacji, zajmowanie się dziećmi i dbanie o nienaganny wygląd. Dona wita zawsze w pięknej sukience i dopracowanej stylizacji, co czyni ją niemal idealną panią domu, także taką która nie wtrąca się w sprawy męża i nie ma za wiele do powiedzenia. Oczywiście postać Betty w serialu także ewoluuje i jej zachowanie zmienia się na czym cierpi jej relacja z dziećmi. Okazuje się, że kobieta zwyczajnie jest uwięziona w roli matki i kury domowej, co unieszczęśliwia nie tylko ją, ale jej pociechy również.

Serial doskonale ilustruje ważne wydarzenia jakie mają miejsce w Stanach. Między innymi jesteśmy świadkami powstania ugrupowania Czarne Pantery, śmierci prezydenta Kennedy’ego, walki z segregacją rasową. Zobaczymy też dokładnie jaką rolę pełniły kobiety nie tylko w agencji Sterling Cooper, ale także w życiu poszczególnych męskich postaci. Prawdziwym smaczkiem są też kampanie reklamowe do istniejących w rzeczywistości firm, które swoje początki miały właśnie w ubiegłych dekadach, a więc Lucky Strike, Playtex, Jaguar, General Motors czy Heineken.

Mad Men to przede wszystkim ukazanie Nowego Jorku tamtych lat, zgrabne dialogi,intrygi. Istną ucztą dla oczu są stroje, wnętrza, sprzęty, samochody czy restauracje – wszystko jest niesamowicie dopracowane przez twórców tak, byśmy mogli poczuć klimat lat 50 czy 60. Finał nie co rozczarowuje, odnoszę wrażenie że w końcowym sezonie zabrakło pomysłu na niektóre postaci przez co tracą one swoją wiarygodność. Mimo wszystko „Mad Men” musiał się tu znaleźć jako jeden z lepszych seriali na długie jesienne wieczory.

Muzyka w serialu to przede wszystkim playlista, do której mogli tańczyć także nasi dziadkowie na potańcówkach. Są tu dobrze znane hity takie jak Zou Bisou Bisou śpiewany przez piękną Jessicę Paré (Megan Draper), Let’s Twist Again Chubby Checker, Walk On By Dionne Warwick, I Want To Hold Your Hand The Beatles czy I Got You Babe Sonny w duecie z Cher. Czołówka Mad Men to rewelacyjna animacja w konwencji komiksu, w dodatku doskonale ilustrująca przygody głównego bohatera. Widzimy jego metaforyczny upadek z najwyższego piętra wieżowca, kolejne romanse i zgubę jaką mu one przynoszą. Spadając postać mija kolejne piętra budynku na których widać wszelkie kampanie reklamowe, których zapewne Don był współautorem, by w końcu osiąść wygodnie w fotelu z papierosem w dłoni. Całość okraszona jest chwytliwym utworem z wyraźnym basem (Mad Men Suite autorstwa Davida Carbonara). Polecam przesłuchać na dobrych głośnikach.

Detektyw (True Detective 2014) – sprawa z serialem z roku 2014 ma się różnie przede wszystkim dlatego, że drugi sezon w moim odczuciu był o wiele gorszy, a intryga szyta grubymi nićmi i chyba trochę stworzona na siłę. Nie był to już ten sam wciągający serial z nutką tajemnicy czy grozy. I nie pomogły tu nawet trzy bardzo znane nazwiska: Rachel McAdams, Colin Farrell ani Vince Voughn. Od dawna było wiadomo, że drugi sezon nie będzie kontynuacją pierwszego, zostaną stworzone całkiem nowe postaci (kolejna odsłona jest już potwierdzona przez twórców serialu, a jedną z głównych ról zagra Mahershala Ali). Pierwszy sezon Detektywa udał się o wiele bardziej. Duet współpracujących z sobą detektywów Martina Harta (Woody Herrelson) oraz Rustina Cohle (Matthew McConaughey) był elektryzujący, zaskakujący, a momentami ich relacje były tak napięte i skomplikowane, że trudno było sympatyzować z jednym czy drugim. Akcja serialu dzieje się na przemian w 1995 i 2012 roku. W latach 90 w Luizjanie ma miejsce brutalne morderstwo. Sprawa jest o tyle dramatyczna i bulwersująca, że wszystko wskazuje na rytualne morderstwo. Po 17 latach wspomnienia wracają gdy dochodzi do bardzo podobnej zbrodni. Wszystko wskazuje na to, że Marty i Rustin znów będą musieli powrócić pamięcią do dawnych lat, rozgrzebać sprawę na nowo, a także rozliczyć się z przeszłością pełną bólu.

Serial Detektyw to bardzo udane połączenie dramatu, thrillera i kryminału. Ogląda się jednym tchem. Opening jest równie enigmatyczny – widzimy zarys postaci i prześwitujące głowy wypełnione różnego kształtu budynkami czy kominami. Ujrzymy tu migawki makabrycznych zdjęć ofiar tajemniczego mordercy. Tytułowy utwór Far From Any Road wykonuje The Handsome Family. Nie mogę jednak nie wspomnieć o otwarciu sezonu drugiego, bo choć historia nie przypadła mi tak bardzo do gustu (za dużo wątków, za dużo banału, znikąd nie pasujący tu Vince Voughn – król amerykańskiej lekkiej komedii), to nie mogę nie wspomnieć o utworze, który rozbrzmiewa przed każdym epizodem. Wybór jest ciekawy gdyż słyszymy głos nieodżałowanego Leonarda Cohena. Kto tak pięknie melorecytował jak nie on? Nevermind ma bardzo ciekawą melodię, mroczny klimat i połamany rytm. W obrazie wyróżnia się kolor czerwony i niebieski. Głos Cohena wrzyna się w nasz mózg i nie pozwala o sobie zapomnieć. Rewelacyjny początek serialu.

Peaky Blinders (2013) – przyznam, że z początku sceptycznie podchodziłam do tego, by obejrzeć kolejny serial, tak inny od tych które znałam. Myślałam, że srogo się zawiodę i będzie nuda. W końcu to mafia, bijatyki strzelaniny, wyświechtany temat, no ale zwracam honor bo to, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Serial jest specyficzny, to fakt. Tylko, że w tym chyba tkwi cała siła Peaky Blinders. Pełno tu cholernie dobrych dialogów, charakterystycznych postaci,znajdą się rzecz jasna mocne sceny mordobicia czy podpaleń. Są tu również piękne kostiumy z epoki, bogata scenografia w duchu retro, zatłoczone i zakurzone angielskie puby. No i aktorzy z tymi cudownymi brytyjskimi akcentami, w które mogę się wsłuchiwać godzinami! W głównych rolach Cillian Murphy, Helen McCrory oraz Paul Anderson choć trzeba dodać, że świetny i istotny epizod zagrał tu sam Tom Hardy.

Obserwujemy angielskie miasto Birmingham i gang, który nim trzęsie. Peaky Blinders zarządzają Thomas Shelby, jego starszy brat Arthur oraz ciotka Polly. W miarę upływu lat, młodsi członkowie rodziny Shelby także dołączają do familijnego biznesu, niebezpiecznego biznesu trzeba przyznać. Nielegalny handel bronią, haracze, wymuszenia oraz nielegalne zakłady bukmacherskie – tym trudnią się bracia Shelby. Dla wrogów, nie ma przebacz. Thomas ma jednak o wiele większe ambicje i Birmingham powoli przestaje mu wystarczać. Pragnie rozszerzyć swoje wpływy poza granice miasta, a nadzieję na to upatruje w legalizacji niektórych swoich przedsięwzięć. Niedługo szczęśliwie znajdzie się w posiadaniu skradzionego transportu broni. Zaniepokojony sytuacją w mieście, sekretarz stanu Winston Churchill wysyła komisarza Chestera Campbella (w tej roli Sam Neil), który ma przejąć broń i uniemożliwić gangom działalność niezgodną z prawem. Plany Thomasa Shelby będzie więc ciężko zrealizować. Campbell jest bezwzględny i nie ma zamiaru się patyczkować.

Sekwencją otwierającą prawie każdy odcinek jest dobrze znany utwór Nick Cave and the Bad Seeds o tytule Red Right Hand. Trzeba przyznać, że twórcy wiedzieli co robią. Dość ryzykowne połączenie akcji w latach 20 ubiegłego wieku z nowoczesną, rockową muzyką (m.in. Arctic Monkeys, The White Stripes, Tom Waits, PJ Harvey czy The Kills) to strzał w dziesiątkę. A kiedy na ekranie mamy jatkę okraszoną mocną muzą już wiemy, że mamy do czynienia z niebanalnym serialem i nietypowym podejściem do tematu. Jak na taką ilość dialogów, odcinki się nie dłużą. Już niebawem (najprawdopodobniej 11 listopada) premiera nowego, czwartego sezonu.  Cytując Arthura Shelby „It’s Peaky Fucking Blinders!” Nic dodać nic ująć.

Miasteczko Twin Peaks (Twin Peaks 1990-1992, 2017) – serial, który zmienił oblicze telewizji już na zawsze. Chyba nigdy wcześniej nie powstał tak pogmatwany, złożony z różnych gatunków odcinkowy serial, który zdobyłby taką popularność na świecie i tak podzielił widzów. W Miasteczku Twin Peaks mamy wszystko dlatego tak trudno powiedzieć o czym tak naprawdę jest. Najlepiej obejrzeć i przekonać się samemu. Zobaczymy tu sprawę morderstwa nastolatki Laury Palmer, elementy komediowe, długie i rozbudowane dialogi, dziwne i niejednoznaczne postaci (Olbrzym, Pieńkowa Dama, jednoręki mężczyzna Mike), klimat oniryzmu, sceny jak z sennych koszmarów, przystojnego agenta FBI Dale Coopera, wątek miłosny aż wreszcie sekretną Czarną Chatę oraz dziwny i zły byt imieniem BOB, o którym wiadomo z początku bardzo niewiele, ale odgrywa w całej historii niezwykle istotną rolę. Serial wystartował w 1990 roku i liczył 8 odcinków. Po roku powstała jego kontynuacja (22 odcinki),  a także pełnometrażowy film Miasteczko Twin Peaks. Ogniu krocz ze mną (1992). Serial Miesteczko Twin Peaks odcisnął niemałe piętno w popkulturze, namieszał w głowach za sprawą dziwnych wizji i rozwinięć fabuły twórców serii – Davida Lyncha i Marka Frosta. Ten ostatni napisał nawet kilka książek, a ostatnia z nich to Sekrety Twin Peaks wydana w 2016 roku nawiązująca do historii tego wyjątkowego i tajemniczego miejsca. Od niedawna krążyły pogłoski o powrocie serialu po 25 latach (tak jak powiedziała Laura Palmer w drugim sezonie „spotkamy się za 25 lat”). Wiadomość ta ucieszyła rzesze fanów na całym świecie i tak oto dokładnie 21 maja tego roku premierę miała trzecia odsłona zatytułowana po prostu Twin Peaks. Ostatni odcinek wyemitowano na początku września 2017 i wszystko wskazuje na ostateczne zamknięcie tej historii. Koniec zrodził wiele wątpliwości, komentarzy, setki interpretacji i zamącił spokój w głowach najbardziej zagorzałych fanów serii. Wiele rzeczy zostało niedopowiedzianych, pominiętych, potraktowanych po macoszemu, a zdaniem niektórych postać Dale Coopera zmarginalizowana i ośmieszona -no cóż, ten kto oglądał ten wie.

Na sukces serialu Miasteczko Twin Peaks składa się nie tylko historia, złożoność charakterów postaci, ale także genialny, jeśli nie powiedzieć legendarny soundtrack autorstwa Angelo Badalamenti. Jego muzyka idealnie wpasowała się w klimat grozy i tajemnicy, a najważniejsze utwory to Twin Peaks Theme, który słyszymy na otwarcie serialu (w nowej odsłonie niestety bez charakterystycznego drozda na ekranie za to z pięknymi ujęciami wodospadu i lasów) oraz Laura Palmer Theme, który powoduje ciarki na plecach. W odsłonie trzeciej doszedł jeszcze bardzo nostalgiczny utwór grany w całości na pianinie Heartbreaking. A na deser nieporadny James i jego kultowe Just You and I.

Wikingowie (Vikings 2013) – serial, którego pierwsze odcinki zostały wyemitowane w marcu 2013 roku na kanale History Channel. Jest to interpretacja życiorysu postaci historycznej, władcy Danii Ragnara Lodbroka, który według legend postanowił odkryć nowe lądy i złupić doszczętnie Brytanię i Francję. Jarl (określenie na władcę ze Skandynawii) Ragnar miał zginąć bolesną śmiercią wrzucony do dołu wypełnionego jadowitymi wężami na rozkaz króla Elii z Nortumbii. Miał on wielu synów, którzy stali się wielkimi wojownikami. W ostatnich słowach król Ragnar miał krzyknąć „Gdyby warchlaczki wiedziały, jak umiera stary dzik!”. Te słowa wkrótce miały dotrzeć do dorastających synów – Bjørna, Ivara, Sigurda, Halfdana i Ubbe , którzy postanowili pomścić ojca i uczcić jego pamięć. W krwawej i brutalnej zemście zginie nie tylko król Elia. Oprócz Ragnara w I sezonie dużą rolę odrywa także jego pierwsza żona – tarczowniczka Lagertha, brat Rollo oraz szkutnik i przyjaciel Ragnara Floki. Więź z Flokim i jego szacunek do Ragnara zostaną wystawione na ciężką próbę, po tym jak jarl zabierze w niewolę angielskiego mnicha Athelstana, wykaże zainteresowanie religią chrześcijańską i połączy go z młodym człowiekiem coś na kształt trudnej przyjaźni. To nie spodoba się także innym Wikingom.

Główne role fantastycznie odgrywają Travis Fimmel (Ragnar), Katheryn Winnick (Lagertha), Clive Standen (Rollo), Gustaf  Skarsgård (Floki) czy Alexander Ludwig (Bjørn). W kolejnych sezonach uwagę przykuwa jasnooki Alex Høgh Andersen (Ivar). Aktorstwo rzeczywiście jest tu na bardzo wysokim poziomie. Wygląd Wikingów na całe szczęście odbiega mocno od tego z infantylnych produkcji poświęconych tym wielkim wojownikom. Nie ma tu rogów, za to są ciekawe i misternie uplecione fryzury (nie tylko damskie, ale również męskie), futra, broń, tarcze, charakterystyczne łodzie. Serial Wikingowie wyróżnia się bardzo spośród innych za sprawą fantastycznych zdjęć, często ukazujących rozległe i niesamowite plenery w Irlandii i Norwegii. Nie mniej spektakularne są tu sceny walk, tajemniczych obrzędów związanych z oddawaniem czci bóstwom oraz bardzo brutalnego i widowiskowego rytuału krwawego orła – tortur opisywanych w nordyckich legendach. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba zobaczyć.

Muzyka wpisuje się w ten klimat głównie za sprawą zespołu Wardruna. Utwór Dagr czyli tło do zaślubin Flokiego i Helgi to jeden z ciekawszych utworów znajdujących się na ścieżce dźwiękowej serialu. Podobnie Fehu, Blood Eagle czy Helvegen. Tego typu muzyka jest bardzo bliska memu sercu gdyż prywatnie jestem też wielką fanką folkowego pagan metalu (m.in. Korpiklaani, Eluveitie). Utwór rozpoczynający każdy odcinek miażdży,a jest nim If I Had a Heart zespołu Fever Ray. Na ekranie widzimy ujęcia z serialu, ale także powoli opadającego na dno Ragnara we wzburzonym morzu pełnym łodzi, dryfujących ciał i elementów oręża. Jakże wymowne. Premiera najnowszego szóstego sezonu Wikingów zapowiedziana jest na 29 listopada tego roku. Zapowiada się magiczny grudzień!

Dr House (House M.D. 2004-2012) – nie ma co ukrywać, że to serial o najsłynniejszym doktorze na świecie, a na pewno najbardziej specyficznym. Doktor Gregory House nie byłby tym, kim jest gdyby nie brawurowa rola brytyjskiego aktora Hugh Laurie, który nadał mu wielu cech i charakterystycznych zachowań. Przez osiem sezonów od 2004 do 2012 roku serial o perypetiach lekarzy z fikcyjnego szpitala Princeton-Plainsboro bił rekordy oglądalności. Co prawda, wszystko musi mieć kiedyś swój koniec i jakoś odetchnęłam z ulgą kiedy padł ostatni klaps i historia bezpowrotnie zniknęła z ekranów. Pierwsze sezony to istny majstersztyk, natomiast w kolejnych niektóre genialne pomysły House były już przewidywalne, oklepane, a jego metody przestały interesować czy zadziwiać. Niemniej jednak miejsce w tym zestawieniu bez wątpienia temu serialowi się należy.

Doktor House to przede wszystkim genialny lekarz, zajmujący się wraz z zespołem najtrudniejszymi przypadkami, w których nikt inny sobie nie radzi. Jego niekonwencjonalne podejście do pacjentów, wrodzony cynizm, swego rodzaju mizantropia przysparzają mu wielu wrogów. Cóż się dziwić, Gregory House nie jest człowiekiem z którym chciałoby się wyjść na kawę i porozmawiać o problemach. Jest gburowaty, z powodu kontuzji nogi spowodowanej zawałem mięśnia czworogłowego uda chodzi o lasce, uzależniony jest od Vicodinu, który jako jedyny potrafi uśmierzyć jego ból, czasem przykry i zawsze szczery do bólu. Poza tym uważa, że „wszyscy kłamią” („everbody lies”), co staje się jego myślą przewodnią. House dowodzi zespołem lekarzy (grają m.in. Robert Sean Leonard, Omar Epps, Jennifer Morrison, Olivia Wilde), których dobiera również w dość nietypowy sposób, często przedstawia im swoje pomysły niekoniecznie biorąc pod uwagę zdanie ekipy. Za to chętnie powierza im trudną robotę jak na przykład włamanie do domu pacjenta w celu zdobycia informacji i postawienia diagnozy. To właśnie jego specyficzne metody i poczucie humoru są kluczem do sukcesu serialu. Gdyby był to kolejny zwykły tasiemiec o personelu szpitala, prawdopodobnie nie zwróciłby większej uwagi. Kreacja lekarza, który nie cierpi ludzi i robi wszystko by ich do siebie zrazić, a jednocześnie niesie im pomoc musiała się spodobać.

Serial Dr House wypełniony jest popularnymi utworami. Te najbardziej pamiętne to Delicate Damiena Rice, Feelin’ Alright Joe Cockera, „See the World” Gomeza, You Can’t Always Get What You Want The Rolling Stones czy Highway to Hell AC/DC. Utwór Massive Attack Teardrop został wybrany na otwarcie odcinka. Jak na serial medyczny przystało czołówka rozpoczyna się zdjęciem rezonansowym ludzkiej głowy z literą „H” symbolizującą nazwisko głównego bohatera. Pojawiają się też zdjęcia rentgenowskie klatki piersiowej, szkic kręgosłupa, czy ujęcia z lotu ptaka na szpital, w którym toczy się akcja serialu. Ostatni odcinek został wyemitowany 21 maja 2012 roku .

Kompania Braci (Band of Brothers 2001) – to jedyny serial wojenny w tym zestawieniu. Obejrzałam go jakieś dwa lata temu i przyznam, że wywarł na mnie ogromne wrażenie. Jak historia oparta na faktach opowiadająca o żołnierzach na wojnie mogłaby nie poruszyć? „Miniserial Kompania Braci składający się z dziesięciu epizodów wzruszy największego twardziela. Produkcją tego dzieła zajęli się Tom Hanks oraz Steven Spielberg. Takie nazwiska były gwarantem sukcesu. Osią serialu są losy słynnej Kompanii E czyli 506 Spadochronowego Pułku Piechoty w trakcie działań podczas II Wojny Światowej (aż do upadku III Rzeszy). Wydarzenia na ekranie z udziałem aktorów przeplatają się z archiwalnymi wypowiedziami prawdziwych, sędziwych już żołnierzy, na których był wzorowane odgrywane postaci. A grają tu między innymi Daniel Lewis (Major Richard D. Winters), Dale Dye (Pułkownik Robert Sink), David Schwimmer (Kapitan Herbert Sobel) czy Neal McDonough (Porucznik Lynn „Buck” Compton).

Kompania Braci ukazuje przede wszystkim to, jakim piekłem jest wojna. Zobaczymy mocne sceny bitew, wiele wzruszających momentów, pożegnamy kolejne ofiary działań zbrojnych,ujrzymy rany jakie pozostają nie tyle na ciele, co na psychice. Bardzo mocnym punktem jest tu aktorstwo. Są tu solidne męskie charaktery, młodzi mężczyźni wystawiani na okrutną próbę starający się poradzić sobie w obliczu zagrożenia, uczący się życia w nowych, często nagłych sytuacjach i zdani tylko na siebie.

Muzyka autorstwa Michaela Kamena oraz Roberta Elhai jest patetyczna, wzniosła – oddająca to, czym jest serial Kompania Braci (Suite One, Requiem, Winters on Subway) . A jest z pewnością hołdem złożonym poległym żołnierzom jak i tym, którzy przeżyli II Wojnę Światową. Takie seriale są potrzebne. Sam obraz kończy się słowami jednego z żołnierzy opowiadającego o wydarzeniach sprzed wielu lat: „Nie jestem bohaterem, ale służyłem w kompanii bohaterów”. I niech to będzie moja rekomendacja. Warto sięgnąć po ten tytuł i poznać tę historię.

Breaking Bad (2008-2013) – fenomen wśród seriali z bardzo wyrazistym głównym bohaterem. Serce można było mieć rozdarte kiedy początkowo przykładny mąż, głowa rodziny, spokojny nauczyciel chemii staje się z biegiem czasu bezwzględnym bandziorem i przestępcą. Taki jest Walter White grany przez Bryana Cranstona. White’a poznajemy w momencie gdy dowiaduje się o tym, że jego organizm trawi rak, który jest już w dość zaawansowanym stadium. Lekarze dają mu najwyżej dwa lata życia, a pensja nauczyciela nie wystarcza. To wszystko sprawia, że Walter nie ma nic do stracenia. Wiedząc, że niebawem i tak umrze podejmuje szaloną decyzję. Chcąc zabezpieczyć finansowo swoją rodzinę na wypadek śmierci, mężczyzna w kwiecie wieku postanawia rozpocząć…produkcję metamfetaminy i wkracza w niebezpieczny i pełny gangsterów świat narkotyków. A, że jest świetnym chemikiem i zna się na rzeczy, jego produkt nie ma sobie równych. Daje się poznać przestępczemu światku jako Heisenberg (pseudonim zaczerpnięty od nazwiska słynnego niemieckiego fizyka).

Przemiana statecznego i spokojnego nauczyciela w szefa narkotykowego biznesu jest chyba jedną z najbardziej spektakularnych metamorfoz jakie kiedykolwiek gościły na srebrnym ekranie. Jeśli do tego dodamy postać młodego Jesse Pinkmana (późniejszego wspólnika) oraz szwagra Waltera – Hanka, który pracuje w DEA i tropi takich jak White – mamy tu doskonały scenariusz i zapewnioną rozrywkę na długie jesienne wieczory.

Charakterystyczny zielony kolor, który w trakcie serialu przewija się wielokrotnie, pokazany jest także w intro. Oprócz tego ujrzymy też symbole pierwiastków chemicznych. Wszystko to w rytm utworu instrumentalnego autorstwa Dave Portera o tytule Breaking Bad (Main Title Theme). Jako, że pierwsza czołówka pokazuje bardzo niewiele i trwa jedynie 18 sekund, postanowiłam pokazać inną wersję gdy do obsady dołączył już Giancarlo Esposito w roli Gustavo. Inne utwory godne uwagi to choćby Banderilla zespołu Calexico czy pamiętny Negro y Azul Los Cuates de Sinaloa znany także jako Heisenberg Song.

Wataha (2014) – nie można powiedzieć, że w Polsce nie kręci się dobrych seriali. Niektóre są naprawdę udane, a w ostatnich latach mam wrażenie, że scenarzyści i reżyserzy mają więcej odwagi w podejmowaniu trudnych tematów. I oczywiste jest, że czego polscy twórcy nie tkną i tak część widzów zarzuci im kopiowanie zagranicznych produkcji czy wtórność. Niektórzy stwierdzą, że „jak na polskie warunki jest całkiem przyzwoicie”. Tymczasem widać postęp zdecydowanie – poprawia się montaż, dźwięk (który często niestety naprawdę kuleje i ledwo co można dosłyszeć niektóre dialogi), powstają wspaniałe zdjęcia i klimatyczna muzyka. Mamy też świetnych aktorów, którzy potrafią przykuć uwagę, w swoich rolach pozostają wiarygodni. Obsada nie jest też tak przewidywalna i nudna jak w produkcjach filmowych gdzie główne role zazwyczaj dostają ci sami aktorzy. Często twórcy stawiają na nowe twarze, naturszczyków lub aktorów jednej roli, którzy znani są z tasiemca, a tak naprawdę dopiero teraz rozwijają skrzydła i pokazują, że właściwie to są bardzo utalentowani, ale jedna rola sprzed nastu lat skutecznie zaszufladkowała ich i uwięziła w bezpiecznym kokonie.

Pierwszy sezon Watahy wyemitowany został w 2014 roku. Fabuła skupia się wokół jednostki straży granicznej w Bieszczadach. Główny bohater, Wiktor Rebrow (w tej roli Leszek Lichota) jest w trakcie wieczornego spotkania z przyjaciółmi z pracy, wśród których jest także jego dziewczyna Ewa. Gdy wychodzi na chwilę zaczerpnąć powietrza, otrzymuje z nieznanego numeru SMS o treści „Bum!”. Następuje głośny wybuch. W eksplozji giną wszyscy. Rebrow budzi się ranny w szpitalu i staje w ogniu pytań pani prokurator (Aleksandra Popławska). Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że jest podejrzany o zorganizowanie zamachu, w którym zginęli wszyscy funkcjonariusze straży granicznej oprócz niego. Mimo osobistej tragedii musi się wziąć w garść by odkryć, kto i dlaczego wysadził budynek wraz z załogą. Sprawy nie ułatwia fakt, że w okolicy dochodzi do serii morderstw,a ktoś próbuje przepisać je Wiktorowi. Od tej pory Rebrow zmuszony jest przeprowadzić własne śledztwo będąc głównym podejrzanym i bacznie śledzonym przez panią prokurator.

Serial Wataha liczy sobie zaledwie 6 odcinków, ale może i dobrze gdyż nie ma tu czasu na zapychacze i sceny,które nie mają większego znaczenia. Jest tu akcja, odpowiednie napięcie, piękne ujęcia mglistych i deszczowych Bieszczad, dobre aktorstwo i całkiem ciekawie skonstruowana intryga. Również zakończenie jest poprowadzone w taki sposób, że nie do końca wiadomo jakie będą dalsze losy postaci. Twórcy zostawili furtkę i drugi sezon mógł być właściwie tylko kwestią czasu. Zdecydowano jednak, że kolejne odcinki powstaną dopiero teraz. Premiera nastąpiła 15 października 2017 roku. W rolach głównych ponownie aktorzy znani z pierwszej części, ale także nowe nazwiska jak: Matylda Damięcka, Andrzej Konopka, Piotr Żurawski i Grzegorz Damięcki.

Muzykę do serialu „Wataha” stworzył dobrze znany i szanowany kompozytor Łukasz Targosz. Ma on na koncie wiele naprawdę dobrych ścieżek dźwiękowych np do serialu 39 i pół, a także do produkcji filmowych Kochaj i tańcz, Świadek koronny, Pitbull. Nowe porządki czy Listy do M.. Oprócz tytułowego intro na uwagę zasługuje też utwór z udziałem Anny Karawan.

Notatnik śmierci (Death Note, デスノート 2006-2007) – najpierw była manga, potem anime. Powstał także odcinkowy serial z aktorami i film pełnometrażowy. A ostatnio za Notatnik śmierci wzięli się Amerykanie i nakręcili film o tytule Death Note (2017). Żadna ekranizacja nie przebije jednak serialu animowanego z 2006 roku. 37 odcinkowy Notatnik śmierci zyskał wielką popularność na całym świecie. A to za sprawą niezwykle ciekawej fabuły. Kto jak nie Japończycy potrafi połączyć fantastyczny świat Boga Śmierci, z światem jaki znamy my?

Głównym bohaterem jest Yagami Light (Yagami Raito) jeden z lepszych uczniów pewnego liceum, syn  policjanta, bardzo ambitny i inteligentny. Pewnego dnia w jego ręce wpada notatnik. Nie jest to jednak zwykły zeszyt, należy on bowiem do Shinigami – Boga Śmierci. Okazuje się, że człowiek którego imię zostanie wpisane do notatnika umrze. Tak zaczyna się brutalna zabawa w Boga. Yagami szybko odkrywa właściwości tajemniczego notatnika i postanawia oczyścić świat z wszelkiego zła, pozbyć się z niego przestępców. Od teraz on jest Panem i Władcą. Liczba zgonów rośnie więc sprawa szybko trafia na celownik policji. Ten kto zabija nie pozostawiając żadnych śladów budzi strach, ale i  powszechne zainteresowanie. Społeczność nadaje mordercy przydomek Kira (od angielskiego słowa killer – zabójca). Policja ma związane ręce więc jednocześnie sprawa trafia do tajemniczego L. – prywatnego detektywa, który nie spocznie póki nie odkryje tożsamości seryjnego mordercy.

Nawet jeśli nie znaliście do tej pory anime, lub nie za bardzo interesował Was ten temat – to i tak warto obejrzeć Notatnik śmierci gdyż jest to serial o głębszej treści, z ciekawym przesłaniem i wartką akcją. Przyznam, że ani na chwilę mnie nie nużył. Rewelacyjny soundtrack dopełnił dzieła – usłyszymy tu między innymi Domine Kira, Requiem, Light’s Teme, L’s Theme czy utwory The World i Alumina japońskiego zespołu Nightmare. Pierwszy wybrany został na czołówkę serialu, drugi wykorzystany w napisach końcowych odcinka. W miarę jak będzie zmieniał się charakter głównego bohatera, zmieniać się będzie także muzyka (na dość mocno diaboliczną). Bardzo ciekawy zabieg twórców tego anime.

Atak Tytanów (Attack on Titan, Shingeki no Kyojin, 進撃の巨人 2013) – ostatnia moja propozycja w zestawieniu. Podobnie jak w przypadku Notatnika śmierci anime powstało na podstawie poczytnej mangi – autor Hajime Isayama. Rzecz dzieje się w postapokaliptycznym świecie. Tytani, którzy doprowadzili do rzezi ludności pożerając i niszcząc wszystko co stanie im na drodze niemal doprowadzają do upadku ludzkości. Garstka ocalałych ukrywa się za wielkimi murami – Maria, Rose i Sina. Już od ponad stu lat Tytani nie atakowali ludzi, ale mieszkańcy terenów mieszczących się za murem nie śpią spokojnie. Powołana zostaje specjalnie przeszkolona i wyposażona w nowoczesny sprzęt armia Zwiadowców. Pewnego dnia kiedy nikt się nie spodziewa, olbrzymi opancerzony Tytan przebija się przez barierę i wpuszcza pozostałe potwory. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka o przetrwanie, a wśród nielicznych ocalałych są dzieci i młodzież – między innymi Eren, Armin i Mikasa. Eren na własne oczy ujrzy jak jeden z Tytanów pożera jego matkę. Ze łzami w oczach poprzysięga zemstę, a kilka lat później zaciąga się do armii, by walczyć z Tytanami w obronie gatunku ludzkiego.

W Shingeki no Kyojin dużo się dzieje. To mieszanina kina akcji, przygody, horroru, dramatu i fantasy. Pierwszy 25 odcinkowy sezon ogląda się jednym tchem, na drugi trzeba było poczekać 4 lata (w międzyczasie można było zobaczyć kilka odcinków specjalnych). W 2017 roku została wypuszczona seria licząca 12 odcinków. Trzeci sezon zaplanowany jest na 2018 rok. Mocne anime musi mieć mocny soundtrack. Już opening zachęca do dalszego oglądania za sprawą energicznego numeru zespołu Linked Horizon  Guren no Yumiya. W kolejnych częściach zarówno czołówka jak i zakończenie okraszone są innymi piosenkami, ale to właśnie pierwsze prawilne intro robi największe wrażenie.

Inne seriale i ich czołówki, które nie znalazły się na liście, a są warte wyróżnienia:

Inne wpisy

2 komentarze

    1. Myślę, że warto 🙂 Uważam, że drugi sezon jest o wiele lepszy. W pierwszym raziły mnie trochę nieścisłości w fabule, nowa część nadrabia pod tym względem – wszystko o wiele lepiej się klei. Klimat i ujęcia Bieszczad to naprawdę świetna praca twórców serialu. Czekam na ostatni odcinek drugiego sezonu z niecierpliwością! Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *