Dom z papieru 3 – na złej drodze

Uwaga! Spoilery!

O całej serii Dom z papieru (La casa de papel) mam dobre zdanie. Nie jest to rewelacyjny serial, ale ma swoje świetne momenty i charakterystyczny klimat. Pod koniec zeszłego roku napisałam o licznych absurdach jakie się w nim pojawiły. Teraz z nadzieją zasiadłam przed ekranem, by zobaczyć jak zmieniło się życie gangu po napadzie na mennicę i jak dalej potoczą się jego losy. Początek pierwszego odcinka zdradził już bardzo wiele – znowu wkracza na scenę najbardziej irytująca ekranowa para – Tokio i Rio i znów przez tę dwójkę będą kłopoty.

Tym razem więc taryfy ulgowej nie będzie. Minęły już całe dwa lata, serial był szeroko komentowany w mediach społecznościowych i wywarł na widzach ogromne wrażenie. To mogło się udać, a twórcy mieli szansę naprawić błędy poprzednich odsłon. Żeby nie było tak pięknie, oberwało się im wcześniej za nagromadzenie zbyt wielu niedorzecznych wątków i wtórność. To właśnie wtórność jest jednym z największych problemów najnowszego, trzeciego sezonu Domu z papieru. Álex Pina serwuje widzom praktycznie to samo rzucając od czasu do czasu małe kąski. Ale czy to wystarczy, by zadowolić wymagającego widza, który na tym etapie oczekuje więcej?

Serial od samego początku kpi z logiki ponieważ bohaterowie ścigani przez policję nawet nie spróbowali zmienić swojego wizerunku, żyją gdzieś w różnych zakątkach świata nie dbając jakoś nadmiernie o prywatność, imprezując na ulicach miast mimo, że ich twarze nie są anonimowe. Mało tego. Rio kupuje telefon na czarnym rynku wystawiając na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, swoją dziewczynę, ale i resztę.

Wystarczy krótka romantyczna rozmowa z Tokio żeby policja namierzyła miejsce, z którego pochodzi sygnał. Oczywiście kobiecie udaje się uciec przed całymi zastępami policji, natomiast Rio wpada. Zostaje aresztowany i poddawany torturom. A wszystko to spowodowała ona – jego dziewczyna, która znudzona życiem na wyspie, zostawia go, by poszukać przygód i adrenaliny. Stęskniony chłopak postanawia do niej zadzwonić i tak zaczyna się cała zabawa.

Ta sama Tokio ze łzami w oczach mówi o swojej wielkiej miłości do chłopaka i prosi kompanów o pomoc w odbiciu go z więzienia. O panie! Co tam się dzieje! Wygląda na to, że twórcy hiszpańskiego serialu nie odrobili lekcji, nie przemyśleli za dobrze scenariusza, a na domiar złego Netflix położył swoje łapki i dodał to i owo żeby była zgodność z modnymi ostatnio trendami. Efekt? Dom z papieru próbuje być wszystkim – dramatem, thrillerem, gangsterką, komedią, akcyjniakiem, romansem i ten miks w trzeciej odsłonie jest wyjątkowo nieudany.

Zgrzyt pojawia się gdy przychodzi czas kolejnego napadu. Po pierwsze wystarczy rozrzucić dużo pieniędzy w centrum Madrytu i wspomnieć o torturowanym członku gangu, by zwykli ludzie zaczęli sympatyzować z terrorystami, którzy tym razem wraz z pojmanymi zakładnikami zamykają się w narodowym banku Hiszpanii. Nie wiedzieć czemu powstają fankluby, ludzie pokazują wsparcie przychodząc na demonstracje, biorą udział w zamieszkach przywdziewając charakterystyczną maskę Dalego. Ale czy społeczność zgłupiała już do tego stopnia, że może chcieć pomóc poszukiwanym za napady terrorystom? W świecie Domu z papieru tak. A czy można zrobić coś totalnie dziwacznego i samemu oddać się w ręce terrorystów? Tak. Nasz ulubieniec Arturito wraca do gry.

Co ciekawe złodzieje przebrani za żołnierzy jednostki BRIPAC bez trudu przedostają się do banku, żaden ze stróżów prawa nie rozpoznaje chociażby Sztokholmu (Moniki, której wizerunek jest znany już od dawna). Tak więc jeśli serial dryfuje po takich meandrach absurdu, już w punkcie wyjścia mamy historię niewiarygodną i detale, które wręcz kłują w oczy.

Do grupy przestępców dołącza Palermo, postać mająca chyba w domyśle zastąpić uwielbianego przez widzów Berlina. Niby ma dowodzić, ale nie zyskuje jakiegoś szczególnego szacunku i posłuchu u kolegów. Za to sporo się dowiemy o jego preferencjach seksualnych czy stosunku do kobiet. Jednym z mocniejszych punktów całej trzeciej odsłony są pełnokrwiste potyczki słowne między nim, a Nairobi (Alba Flores jest w tej roli niesamowita).

Niestety podniosłe echo pieśni Bella Ciao ustępuje zupełnie zbędnemu podśpiewywaniu Bum,bum, ciao. Netflix narzucił tu pewną retorykę. Musimy więc mieć wątek LGBT, metoo, wszędobylski feminizm i niezręczne dialogi o seksie, czy gadki o oddawaniu stolca i tak dalej. Wyszło niezgrabnie, irytująco i nienaturalnie, a w dodatku przydługo. To za sprawą rozciągniętych do granic możliwości wątków, w serialu praktycznie nic się nie dzieje, a akcja nabiera tempa dopiero w ósmym, ostatnim odcinku. Trochę późno. Parafrazując jego tytuł twórcy są na złej drodze. Oby zdołali obrać właściwy kierunek.

Drugą ciekawą postacią jaka pojawia się w tym sezonie jest Alicia Sierra, która na szczęście jest zupełnym przeciwieństwem teraz już byłej pani inspektor Raquel. Amatorka wymyślnych tortur, słodyczy i ciążowych zachcianek wpada na całkiem ciekawe pomysły, ma więcej ikry niż jej męscy towarzysze, a przede wszystkim jest zaskakująco skuteczna doprowadzając do rozłamu w grupie złodziei, trafiając w najczulszy punkt dwojga z nich.

Aż przyjemnie się patrzy na działania policji (głównie za sprawą charyzmatycznego i porywczego Tamayo), która pokazuje złodziejom, że tym razem tak łatwo nie będzie. Co rusz jedni i drudzy policja i gang wodzą się za nos uciekając się do różnych sztuczek i to widowisko czasem ogląda się z wielką ekscytacją. Również tym razem Profesor nie przewidział wszystkiego, a jego plan ponownie zawiera sporo dziur, co będą chcieli wykorzystać stróże prawa.

Nowym członkiem gangu jest również Raquel, która rzuciła wszystko dla Profesora, ukryła na egzotycznej wyspie matkę i córkę i towarzyszy ukochanemu pomagając mu w negocjacjach z policjantami jako Lizbona. Jeśli jednak oglądaliście wcześniejsze serie Domu z papieru, wiecie, że Murillo była kiepską panią inspektor, a w wielu sytuacjach po prostu sobie nie radziła tracąc zimną krew i rozsądek. Czy to był dobry pomysł, aby dołączyła do gangu? Nie, jako członkini szajki jest równie kiepska.

Musiał nastąpić dla niej taki koniec jak w ostatnim odcinku, nie było innej możliwości. Sam Sergio napomniał w kłótni, że wie ona o negocjacjach i policji tyle, co on. Trudno nie przyznać mu racji, że wiedza Raquel nie jest wybitna, a jej zabawa w gangsterkę i całkiem nowe życie biorą się tak naprawdę znikąd i w serialu ten wybór nie jest dostatecznie umotywowany. No chyba, że motywacją ma być tylko uczucie do faceta i to, że przez swoje zachowanie ma na pieńku z kolegami z policji. 4 sezon zapowiada być może ciekawą konfrontację z dawnym przyjacielem Angelem. Angel postawiony jest w sytuacji, w której nie chciałby się znaleźć nikt – wie, że sentymenty i dawne urazy muszą odejść na bok, a jego zadaniem jest dorwać przyjaciółkę, która stała się przestępczynią.

Niestety trzeci sezon Domu z papieru cierpi na to samo, co poprzednie części. Brak tu jakiegokolwiek rozwinięcia postaci. Praktycznie nikt nie uczy się tu na błędach, bohaterowie zachowują się tak samo i w określony sposób zupełnie jakby byli włożeni w sztywne ramy i nie mogli się z nich wydostać. Nie są ani trochę ostrożniejsi, mądrzejsi czy też dojrzalsi. Po śmierci Moskwy, Berlina, Oslo i po pojmaniu Rio tak naprawdę nie za wiele się zmieniło.

Wciąż wdają się w szczeniackie gierki (Tokio i Rio), wciąż nie panują nad emocjami i doprowadzają do niebezpiecznych sytuacji (Denver), wciąż pozwalają sobie na chwile słabości i bezmyślność (Nairobi). Sekretarka Monica przechodzi na stronę gangsterów i zostawia swoje małe dziecko narażając je na utratę obojga rodziców. Oglądając serial mam wrażenie, że to takie duże dzieci w czerwonych kombinezonach i z bronią, które coś tam wiedzą, są szkolone miesiącami, a i tak spartaczą niemal każdą akcję przez swoje humory (szczególne brawa dla Tokio, która pijana w sztok po chwili zupełnie trzeźwieje, by strzelić celnie z superciężkiego granatnika przeciwpancernego).

Czy trzeci sezon ma jakieś jasne punkty? Oczywiście. Nie byłabym sprawiedliwa gdybym nie wspomniała o dobrych stronach Domu z papieru. Należy podkreślić, że to świetnie zrealizowana produkcja z odpowiednio dobranym i dynamicznym montażem, ciekawie brzmiącą ścieżką dźwiękową (w siódmym odcinku na prowadzenie wysuwa się motyw łudząco przypominający ten z Mad Max: Na drodze gniewu), piękne lokacje i zdjęcia. Twórcy wspięli się na wyżyny operatorki filmując malowniczą wyspę Pelikanów i plażę Kuna Yala. Krystalicznie czysta i turkusowa woda symbolizuje pozorny spokój i sielskie życie Tokio i Rio tuż przed obławą.

Aktorstwo to majstersztyk – coś, co jest znakiem rozpoznawczym tej serii. Úrsula Corbero w roli Tokio, Alba Flores jako Nairobi, Darko Peric jako Helsinki, Rodrigo De la Serna  jako Palermo, Pedro Alonso jako Berlin we wspomnieniach Profesora, Najwa Nimri  jako Alicia Sierra czy Fernando Cayo jako pułkownik Tamayo. Wszyscy ci aktorzy nadali swoim postaciom określonego charakteru definiując je, pokazują całą szeroką gamę emocji. Krzyczą, śmieją się, płaczą, kłócą, a przy tym wszystkim są w tym prawdziwi i wiarygodni. Mimo, że rys postaci mocno kuleje już z punktu scenariusza, to aktorzy robią co mogą, by udźwignąć ciężar i wyciągnąć ze swojej roli wszystko, co się da. I to wypada bardzo dobrze.

W ostatniej odsłonie nareszcie coś drga w działaniach policji. Można zaobserwować dużą zmianę po odejściu Prieto, który przez całą akcję z napadem ma kłopoty ze zdrowiem. Zastępuje go pułkownik Tamayo i złodzieje już na początku dowiedzą się, że działa w sposób impulsywny, stanowczy, słowem nie cacka się z terrorystami nie przebierając w środkach. Razem z Alicią tworzy temperamentny duet.

Tym razem z policją nie pójdzie tak łatwo i jest to zdecydowany plus trzeciego sezonu ponieważ nie mamy wrażenia, że hiszpańska policja to banda kompletnych idiotów, których da się łatwo zmylić i którzy łykną wszystko co im się podsunie pod nos. To sprawia, że potyczka stróżów prawa z z wyjętymi spod prawa jest bardziej interesująca i emocjonująca. W sezonie trzecim udało się to wszystko dobrze wyważyć, a i nie brakuje zabawnych scen takich jak ta, gdy jednostka dowodzona przez Suareza zostaje zmuszona do śpiewania Bella Ciao (w samej bieliźnie).

Tylko czy to tak naprawdę wystarczy, by tęsknić za tą serią i jej bohaterami? Nie mam już wygórowanych oczekiwań. Nie wyczekuję sezonu czwartego, ale obejrzę go, by dokończyć to co zaczęłam. Mam cichą nadzieję, że sezon czwarty będzie ostatnim, a jeśli nie, to pojawią się chociaż całkowicie nowi bohaterowie. Co prawda Profesor zapowiedział prawdziwą wojnę z systemem, ale na ten moment nie jestem pewna czy twórcy udźwigną ciężar tej produkcji, czy są w stanie jeszcze nas zaskoczyć, a przede wszystkim wnieść coś świeżego i oryginalnego. Już zbyt dobrze znamy mechanizm jaki napędza Dom z papieru, wiemy jak zachowują się bohaterowie i jakie relacje nawiązali przez ostatnie lata. Nie będzie łatwo zaskoczyć widza i spiąć minione wydarzenia klamrą, a na twórcach spoczywa duża presja, by sprostać oczekiwaniom. Czas pokaże.

Moja ocena trzeciego sezonu:

Inne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *