Dom z papieru – dlaczego daleko mi do zachwytu? 7 absurdów w fabule.

To nie będzie recenzja choć napiszę sporo o odczuciach. Hiszpańska produkcja z 2017 roku powstała przy współpracy z kanałem Antena 3, była jedną z najpopularniejszych serii odcinkowych jakie dane nam było oglądać na platformie Netflix. O tym serialu pisano na wielu blogach i mówiono w videorecenzjach. Znajomi także polecali go już od dawna. Choć finał historii miał miejsce kilka miesięcy temu (dokładnie w kwietniu tego roku), długie i ciemne grudniowe popołudnia sprzyjają, aby wreszcie ulec namowom i przekonać się na własne oczy cóż takiego oferuje hiszpański format. Składający się z dwóch sezonów serial ukończyłam w szybkim tempie. To chyba świadczy o tym, że losy bohaterów budziły moją ciekawość do końca.

Serial Dom z papieru ( z hiszpańskiego La Casa de papel) autorstwa Álexa Piny opowiada o planie niemal doskonałym, przygotowywanym przez pięć miesięcy przez człowieka określanego jako Profesor (Álvaro Morte). Zamknął się on w dużym domu na prowincji gdzie szkolił grupkę ośmiu osób notowanych za różne poważne przestępstwa. Szkolenie to odbyło się na wielu płaszczyznach. Profesor przygotował swoich ludzi tak, by byli gotowi na wszystko. Nieobce więc były im psychologiczne zagrywki, uciekanie się do oszustw w obliczu zagrożenia, manipulacja czy posługiwanie się bronią.

Napad stulecia polegał na zamknięciu się wraz z pojmanymi zakładnikami w mennicy państwowej Hiszpanii i wyprodukowanie dużej ilości pieniędzy. Profesor miał kierować całą akcją z zewnątrz i kontaktować się ze specjalnie przygotowanego do tego zadania magazynu. Jego dodatkowym zajęciem jest także wodzenie policji za nos – podrzuca więc raz po raz fałszywy trop, aby zmylić przeciwnika.

Wydaje się, że Profesor jest przygotowany na wszystko, zadbał przecież o najmniejszy szczegół. Jednak to, co go gubi okazuje się być bardzo przyziemne – to uczucia. Sorry kochanie, ale niedobrze jest mieszać sentymenty z życiem zawodowym zwłaszcza gdy planujesz ukraść obrzydliwie wysoką sumę pieniędzy i ukrywać się przed stróżami prawa do końca swoich dni.

Członkowie tej barwnej ekipy nie przedstawiają się z imienia i nazwiska, ale za ksywki służą im miasta. I tak mamy tu Tokio, Moskwę, Denvera, Berlina, Oslo, Helsinki, Rio i Nairobi. Odziani w czerwone kombinezony i maski z podobizną Salvadora Dalí pewnego zwyczajnego dnia terroryzują pracowników mennicy oraz wycieczkę szkolną przebywającą akurat na terenie budynku.

Dla 67 osób rozpocznie się koszmar i rozpaczliwa walka o przetrwanie. Napastnicy są uzbrojeni po zęby, a kontakt z Profesorem pozwala im dyktować warunki policji i być zawsze krok przed nią. Całą akcją stróżów prawa dowodzi pani inspektor Raquel Murillo (Itziar Ituño), której celem będzie wydostanie z niewoli zakładników i skazanie bandziorów.

Serial łącznie liczy 22 odcinki i podzielony jest na dwa sezony. Z początku byłam nim zachwycona i zachłysnęłam się całym tym klimatem osadzonym w hiszpańskich realiach. Im dalej w las tym jednak coś zgrzytało, a z czasem kończyło się tym, że z niedowierzaniem przecierałam oczy.

Skupienie się na  koncepcie największego napadu w Hiszpanii przestało mieć dla twórców pierwszorzędne znaczenie. Zamiast tego widz został uraczony scenkami towarzyszącymi latynoskim telenowelom, a czarę goryczy przelała rażąca nieudolność policji (zupełnie tak jakby pracowali tam sami nierozumni ludzie). Ale do rzeczy. Dlaczego nie zachwycam się serią Dom z papieru mimo, że to serial solidny, dobry i intrygujący i miał wszystko, by skraść moje serce? Powodów jest co najmniej kilka.

Spoilery! Spoilery!

1. Nieudolność policji – tu nie chodzi o to, że Profesor bawi się w kotka i myszkę. Gra między nim, a stróżami prawa była naprawdę intrygująca i nie zawsze ci dobrzy (w domyśle policja) muszą wygrywać z tymi złymi, bo wiałoby nudą. Przydałoby się jednak troszkę więcej REALIZMU. Wydaje mi się że jeśli wpuszcza się na teren złoczyńców swoich ludzi, w tym wtykę z policji można by było sprawdzić czy nie podrzucili podsłuchu zwłaszcza, że wcześniej oddali im swoje osobiste rzeczy do rewizji. Nie, lepiej podejrzewać, że doświadczony, stary wyga Ángel Rubio (Fernando Soto) jest kretem i kapuje przestępcom o kolejnych krokach kompanów mimo, że służył w policji przynajmniej kilkanaście lat. Żaden z tych supermózgów nie wpadł na pomysł, że skoro porywacze wiedzą tyle z wyprzedzeniem, może jednak są na podsłuchu? Żodyn.

2. Bardzo dziwne praktyki policji – niejako wiąże się to z podpunktem wyżej. Kto widział, żeby jakiś obcy dostał się do namiotu, w którym przeprowadzane są superważne negocjacje z terrorystami? Jest pilny telefon do pani inspektor? Ach, tak? Spoko, możesz wejść i rozejrzeć się co my tu mamy. Absurd! To samo dzieje się gdy sporządzany jest portret pamięciowy Profesora. Salva zastrasza Rosjanina nadając komunikat z radiowozu, a ten zwyczajny można rzec złomiarz z idealną precyzją usuwa wszystkie warstwy z programu graficznego. Nikt go nie pilnuje, nikt nie przywołuje historii, bez słowa wyjaśnień wypuszczają go z namiotu, nikt nie przepytuje grafika, który przed chwilą konsultował tworzenie portretu i nie wyciąga pamiętanych przez niego szczegółów. Ta scena wywołała tylko odruch przewracania oczami.

3.Proszę o troszkę więcej realizmu – wyszkolona superjednostka snajperów nie jest w stanie trafić ani razu w Tokio, która wjeżdża po schodach do mennicy na motorze omijając kilkunastu-kilkudziesięciu strzelców i kierowane z każdej strony pociski. No naprawdę, ani jednego draśnięcia. Jak to możliwe? Mógłbyś glino chociaż się rzucić i zwalić ją z tego motocyklu. Cokolwiek. Przecież to była bardzo cenna zdobycz zasługująca na długi wyrok, a tak się składa że właśnie ktoś ją odbił z transportu do więzienia bo tak żeście jej pilnowali.

4. Raquel Murillo – niby jedna z najlepszych w swoim fachu, twarda babka po przejściach, a nie potrafi skojarzyć faktów. Oczywiście można się zakochać, ale jej zachowanie nawet na początku serialu jest co najmniej dziwnie (ehm, znali się całych kilka dni!). Miły typ zjawia się w jej życiu nagle i odtąd dziwnym trafem wałęsa się tam gdzie trzeba, by znaleźć się w samym centrum wydarzeń. Gdzie jest akcja tam jest i Salva.

Gdy inspektor rozmawia o ważnych sprawach przez telefon tam oczywiście natychmiast pojawia się brunet w okularach i nasłuchuje. Cywil odwożony przez glinę wiozącego bardzo istotny materiał do badań? Proszę bardzo. Wszystko na prośbę zakochanej Raquel, która rozsądek zostawiła obok majtek w magazynie kochasia. Przecież mężczyzna, którego zna kilka dni nie może pojechać autobusem. Nie może i już. To i masa innych rzeczy sprawiają, że po prostu nie da się kibicować tej postaci i jej polubić.

Wątki Raquel wywoływały u mnie naprawdę negatywne uczucia i stałą irytację. Jako głównodowodząca całą akcją wychodzi na kawkę do baru, randkę, a czasem i na seks, zdarza się, że nie zabiera z sobą telefonu lub ma wyciszony dzwonek (kogo obchodzą jacyś zakładnicy). Kiedy dochodzi prawdy (dopiero po pomarańczowym włosie z peruki klauna) bierze sprawy w swoje ręce, nie informując nikogo, przesłuchując silniejszego od niej mężczyznę w pojedynkę. Nic dziwnego, że zostaje tak szybko obezwładniona. Jako policjantka nigdy nie powinna zrobić kariery i zajść tak daleko. Dobrze, że już wybrała romans i rok później jak gdyby nigdy nic zjawiła się na Filipinach (bez wyroku za pomoc przestępcom i chyba bez córki, o którą tak zawzięcie walczyła).

5. Tokio – osoba niezrównoważona psychicznie, która niweczy każdą akcję przez swoje humory, grozi bronią wspólnikowi lub dopieka Nairobi zgrzytając zębami i niszcząc tym samym marzenie kobiety. Moskwa miał sporo racji mówiąc, że wszędzie zostawia za sobą trupy. W czepku urodzona to za mało powiedziane – jak nie konwój i odbicie przez osiłków Serbów, to łagodna reakcja policji na stękanie o bólu brzucha, to epicki wjazd pod ostrzałem z broni wprost przez główne drzwi mennicy aż wreszcie bezpośrednia konfrontacja z oddziałami specjalnymi w piwnicy (znów bez draśnięcia) Po takim ostrzale nawet z kamizelką kuloodporną powinna mieć trudności z chodzeniem albo… połamane żebra. Irytująca dziewucha. Niezwykle spodobała mi się kara jaką wymierzył jej Berlin 😉

6. Mónica i jej huśtawki nastroju – można się zakochać w swoim oprawcy nie mając tzw syndromu sztokholmskiego? Być może. Denver w końcu uratował dziewczynie życie i się nią opiekował wiele ryzykując. Miłość nie wybiera. Jej zachowanie jest pozbawione logiki (wszystko te ciążowe hormony?). Po co z narażeniem życia zabierać przestępcy broń skoro za chwilę cały plan bierze w łeb gdyż postanawia jednak dołączyć do złodziei i przywalić byłemu facetowi metalową rurą. Nici z ewakuacji kilkunastu osób. Po postrzale w udo Mónica (kędzierzawa Esther Acebo) dwa dni później i nadal w ciąży biega po mennicy, strzela do policji i nosi ciężkie wiadro z gruzem.I otrzymuje ksywkę Sztokholm.

Warto wspomnieć też o dziecinnym zachowaniu Rio (zaledwie 22letni Miguel Herrán). Przed chwilą został zdegradowany i wysłany do zakładników i od razu w zemście podrzuca im pomysł na ucieczkę. Chwilę potem jest z powrotem w drużynie jak gdyby nigdy nic i działa z kompanami. Wiadomo – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale bez przesady. Tak, czepiam się.

7. Romans Tokio i Rio – sceny między tym dwojgiem niemal zawsze doprowadzały do kryzysu w ekipie. Jak można wdawać się w „małżeńskie” kłótnie w obecności zakładniczki i nie zauważyć, że nastolatka dobiera się do telefonu nawiązując krótki kontakt z policją? Ich jest ośmiu, a zakładników 67 i  wielu z nich nie udało się dopilnować, a straszenie bronią nie wystarczyło. Mam wrażenie, że trochę zbyt częste i przydługie dialogi kochanków zabrały czas antenowy ciekawszym postaciom i wątkom.

Dom z papieru to serial dobry, ale nie bardzo dobry. Brakuje mi tu na wielu płaszczyznach głębi i realizmu. Dobrze by było gdyby twórcy zachowali chociaż podstawowe prawa fizyki i ograniczyli ilość absurdów do minimum. Praktycznie każdy kolejny odcinek zawierał coś, co powodowało mimowolne zgrzytanie zębami.

A dobrych rzeczy jest tu naprawdę sporo i warto to podkreślić – rola Pedro Alonso jako Berlina jest kapitalna i wysuwa się zdecydowanie na pierwszy plan. Berlin to osoba nieodgadniona, tajemnicza i wyraźnie rozchwiana emocjonalnie, skrywająca wiele twarzy. Ma w sobie coś z psychopaty, a kiedy ironizuje serce wali jak młotem bo nie wiemy czy to tylko żart, czy naprawdę zaraz zrobi coś niedobrego.

Wiele można też powiedzieć o rolach Denvera (Jaimie Lorrente i jego charakterystyczny śmiech), Tokio, Moskwy (Paco Tous) i Nairobi (Alba Flores), którzy wspaniale przekazali emocje, a w przypadku tej ostatniej otrzymaliśmy też odrobinę humoru, bo temperamentna ciemnowłosa Hiszpanka była zdecydowanie mocną osobowością w ekipie (krótko panował miłościwie matriarchat pod jej dowództwem). Tokio (Úrsula Corberó) wielu widzów szczerze nie znosi, co dla aktorki jest dużym plusem bo oznacza to, że idealnie odegrała swoją rolę rozkapryszonej i niewiedzącej czego chce pannicy. Pozytywnym aspektem jest tutaj także relacja ojciec i syn, bo przestępcy to także ludzie – kochają, tęsknią, mają swoje rodzinne sekrety, ale kiedy trzeba stoją za sobą murem. I niektóre sekwencje z ich udziałem potrafiły wzruszyć i zaszklić oczy.

Mnie osobiście przypadła jeszcze do gustu rola Enrique Arce jako Arturo Romána, więzionego dyrektora mennicy. Postać irytująca i momentami odpychająca poprzez tchórzostwo i wysługiwanie się innymi, ale aktor jest w swojej roli bardzo wiarygodny, a postać Artura odgrywa ważną rolę w spisku zakładników chcących uciec z niewoli. W końcu wrażenie robi też to, że zbiera się na odwagę i wykrada atrapę broni pod nieobecność złodziei. Pieszczotliwie nazywany przez gang Arturito może nie był do końca pozytywną postacią, ale wprowadzał dużo kolorytu w życie zakładników i jego wątek oglądałam z dużym zaciekawieniem.

Wreszcie realizatorsko Dom z papieru stoi na bardzo wysokim poziomie. Dynamiczna akcja współgra z równie dynamicznym montażem, mamy solidnie wykonane zdjęcia, a w pamięci zostaje scena wspólnego śpiewu Berlina i Profesora w rytm partyzanckiej włoskiej antyfaszystowskiej pieśni. Bella ciao! Bella ciao! Bella ciao ciao ciao!

Netflix wykupił prawa do trzeciego sezonu. Trochę się obawiam, co twórcy nam zgotują gdyż zakończenie powiedzmy, satysfakcjonowało i stanowiło zwieńczenie historii rabusiów, którym się udało zwiać z pieniędzmi i rozpocząć nowe życie. A, że zapewne są na celowniku policji możemy się spodziewać ścigania ich przez stróżów prawa. Tylko niech Profesor zgoli brodę lub chociaż zdejmie te okulary, ponieważ jego charakterystyczna twarz nie jest już dłużej anonimowa. Może być ciekawie. Premiera trzeciego sezonu serialu odbędzie się w 2019 roku, a w sieci można zobaczyć już krótką zapowiedź.

Inne wpisy

7 komentarzy

  1. „Bella ciao!” to piosenka włoskiej partyzantki ANTYfaszystowskiej. Poza tym odczucia autora podobne do moich, chociaż nie ukrywam, serial mnie wciągnął.

  2. Jak dla mnie humorki Tokio, to momentami niezdecydowanie Rio, zachowanie Raquel są czymś genialnym, wzbogacają fabułę. Twórcy świetnie pokazali, że główne postacie nie muszą być perfekcyjne, też są tylko ludźmi i nie zawsze sami wiedzą czego chcą. Wszyscy wchodzą w to i realizują ten plan, choć w głębi serca chyba jeszcze nie są w stu procentach gotowi. A do tego te uczucia – i wszystko się komplikuje. Arturito jest bardzo irytujący i od początku myśli tylko o sobie, dlatego ja nawet nie próbowałam go polubić. Berlin i Profesor to bez wątpienia najlepsze postacie – wprowadzają mnóstwo tajemniczości, są wręcz lekko szaleni, ich relacja zastanawia – w końcu dowiadujemy się, że są braćmi. Ja dopiero teraz odkryłam ten serial i wciąga od początku do końca, aktualnie zabieram się za trzeci sezon. Btw świetna recenzja, rzeczywiście było parę tych absurdów, choć nie wszystkie nazwałabym absurdami.

    1. Dziękuję za obszerny komentarz. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Mnie niestety te absurdy w fabule psuły często odbiór całego serialu i po trzeciej serii niestety obniżyłam jeszcze notę. Zbyt wtórny i powiela te same (moim zdaniem oczywiście) błędy. Jak dobrze, że powstają seriale, które tak prowokują do dyskusji. Na blogu znajduje się jeszcze recenzja trzeciego sezonu. U mnie cały czas 6 na 10.

  3. A u mnie 9/10. Wszystko idealnie. Właśnie dlatego, że jest to serial hiszpański wplecione są te wątki, które nazwałaś telenowelą. Sam Profesor oczekuje napadu bez związków, a się okazuje, że tak się nie da. Kilka razy powtarza, że to była tylko jedna zmienna, której nie wziął pod uwagę. I duża część widowiska właśnie traktuje na ten temat.
    Oprócz efektów audiowizualnych, to wspaniały serial ukazujący ludzką naturę, a piosenka z czołówki wzrusza mnie, jak najpiękniejsza melodia o miłości.
    Co do postaci Raquel musiałaś nie widzieć Raquel. Została pokazana taka, jaka jest. To żadne absurdy, to ludzkie zachowania. A co do tych „absurdów” naprawdę, to nie było nic ponad więcej niż w filmach amerykańskich, czyli wjazd Tokio na motorze do mennicy bez draśnięcia. Jako kinomaniak powinna ci raczej brewka nie tyknąć, przecież jesteśmy przyzwyczajeni do takich scen. A reszta, którą przeczytałam jako komentarz negatywny do serialu, wydaje mi się nieporozumieniem.
    Moja ocena, szczere, 9/10.

    1. Dziękuję Ci bardzo za Twój komentarz. Szanuję Twoje zdanie, ale pozwól, że będę miała swoje własne. Wielu osobom podoba się ten serial tak bardzo, że wymieniają go wśród najlepszych. Ja po prostu (w moim odczuciu) widziałam za dużo rewelacyjnych seriali, żeby ten serial ocenić lepiej niż dobrze i się nim zachwycać (7 gwiazdek na 10 to przecież dobra ocena). Natomiast absurdy są absurdami i jak już bierzemy przykład Raquel – tak, w życiu nie zrobiłaby kariery w policji i jej zachowanie jest w większości nie tyle ludzkie, co głupie, a przykładowo do namiotu gdzie trwają ważne negocjacje z terrorystami nie dostałby się nikt postronny, takich głupotek można wymienić wiele. Ten serial nie podpada pod kategorię groteska, a stara się być thrillerem dlatego miałam większe wymagania. Właśnie jako kinomaniakowi wiele rzeczy mi zgrzyta ponieważ twórcy silą się zrobić serial o wszystkim – czasami miks gatunków wyjdzie, czasem nie. I tutaj moim zdaniem jest za dużo wszystkiego, w efekcie serial traci. Moja ocena po trzecim sezonie spadła do 6 ponieważ nie otrzymaliśmy niczego nowego i cały schemat jest ograny do bólu. Myślę, że podałam sporo argumentów dlaczego „absurdy” tak rażą, ale wskazałam też jasne strony serialu (uwielbiam postać Berlina). A kino hiszpańskie bardzo lubię i cenię sobie choćby Pedro Almodóvara, Juana José Campanella czy ostatnio Oriola Paulo (zwłaszcza jego thriller Contratiempo). Dla Ciebie mój komentarz to nieporozumienie, dla mnie po prostu moja osobista opinia. Jak zawsze można się zgadzać lub nie, dlatego nie napiszę, że Twoje argumenty to nieporozumienie. Szanuję i dziękuję, że się podzieliłaś spostrzeżeniami odnośnie Domu z papieru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *