10 filmów dzięki którym poczujesz, że Święta są już blisko

Uwaga! Spojlery!

Dziś Mikołajki. Grudzień jest jedynym takim miesiącem w roku kiedy warto sięgnąć po kino o tematyce świątecznej. Boże Narodzenie wielu z nas kojarzy się z rodziną przy wspólnym stole, zapachem domowego ciasta, prószącym śniegiem czy z ozdobnymi światełkami na choince. Czemu by nie podsycić tego nastroju i sięgnąć po miłą, lekką, ale niepozbawioną morału historię? Przyznaję, że uwielbiam oglądać filmy o tematyce okołobożonarodzeniowej  gdyż wprawiają mnie one w magiczny, może nawet błogi nastrój.

Nie bardzo trafiają do mnie komedie typu rodzina zjeżdża się na święta i dochodzi do serii zabawnych wydarzeń – gdyż w ostatnich latach te filmy wydają się być identyczne, bez polotu i nie są w stanie niczym zaciekawić. Wybrałam filmy, które mimo upływu lat nadal uchodzą za świąteczny klasyk, jak żadne inne podają tę tematykę w sposób oryginalny, zabawny, wzruszający. Jeśli tak jak ja chcecie zanurzyć się w pięknej świątecznej historii to warto obejrzeć poniższe tytuły.

To właśnie miłość (Love Actually 2003, reżyser Richard Curtis) – to bardzo oryginalna pozycja w całym zestawieniu. Ja na tym filmie byłam w kinie i pamiętam, że spodobał mi się tak bardzo, że wiedziałam że muszę zobaczyć go później jeszcze choć raz. I nie było to takie trudne gdyż moje zdanie podzieliło miliony osób na całym świecie zakochując się w tej lekkiej, zabawnej, oryginalnej komedii okraszonej specyficznym brytyjskim humorem. Niebawem To właśnie miłość stał się sztandarowym filmem wigilijnego programu telewizyjnego, obowiązkowym punktem świątecznego wieczoru.

Plejada gwiazd tym razem filmowi pomogła zamiast zaszkodzić i tak na ekranie pojawili się wielcy aktorzy: Emma Thompson, Colin Firth, Liam Neeson, nieodżałowany Alan Rickman, Bill Nighy, Hugh Grant czy początkująca wtedy aktorka, a dziś wielka gwiazda kina – Keira Knightley. O tak, To właśnie miłość łączy w sobie kilka interesujących i jak się okazuje powiązanych z sobą historii, które miejsce mają właśnie w okresie adwentu, a które swój finał znajdują w Wigilię Bożego Narodzenia.

Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Możemy wczuć się w dramat żony podejrzewającej męża o zdradę czy sytuację wdowca, którego dorastający syn zakochuje się w najładniejszej dziewczynie w szkole myśląc, że nie ma u niej żadnych szans. Jest i premier Wielkiej Brytanii, który niespodziewanie i wbrew opinii publicznej zadurzy się w swojej młodej sekretarce Natalie, a także pewien brzydal marzący o Świętach w Stanach i podbojach serc Amerykanek. Niezwykle urocza jest też historia pisarza, który zaszywa się gdzieś w domku nad jeziorem, a do pomocy ma Portugalkę, która nie mówi po angielsku, ale mimo braku rozmów oboje stają się dla siebie bliscy (gesty mogą wyrazić więcej niż słowa).

W tym filmie dzieje się naprawdę dużo, ale nie odnosi się ani na chwilę wrażenia znużenia czy przesytu. W To właśnie miłość doświadczymy za to wielu wzruszeń, a uśmiech będzie się pojawiał na twarzy nie jeden raz. Ujrzymy też jedną z najpiękniejszych scen wyznania (nieodwzajemnionej) miłości jaka kiedykolwiek zagościła na ekranie. Aż nabrałam ochoty na kolejny seans, a Wy?

Kevin sam w domu (Home Alone 1990, reżyser Chris Columbus) – ewenement na skalę światową, fenomen w naszym kraju. Do tego stopnia, że kiedy jedna ze stacji miała przestać emitować film w okresie świątecznym, w internecie rozpętała się prawdziwa burza i swoisty protest z prośbą o to, by „nie zabijać świąt”. Kevinomania jest w Polsce obecna od wielu wielu lat i wielu widzów nie wyobraża sobie Świąt Bożego Narodzenia bez seansu Kevin sam w domu.

Z biegiem lat muszę przyznać, że film ten spowszedniał. Scenki widziane po raz enty w końcu muszą przestać śmieszyć i wzbudzać jakiekolwiek zainteresowanie, ale nie ulega wątpliwości że opowieść o chłopcu, który zostaje sam na święta stała się kultowa, a wręcz legendarna. I to dlatego obraz ten musiał się znaleźć w moim zestawieniu. Gdy pierwszy raz zobaczyłam go nie wiedząc jeszcze kompletnie jaka zwariowana akcja mnie czeka, musiałam uznać ten film za bardzo dobrą komedię. Zazdroszczę tym, którzy będą oglądać Kevin sam w domu po raz pierwszy.

Historia już na pierwszy rzut oka musiała się spodobać widzom. Otóż ośmioletni Kevin McCallister (Macaualy Culkin), który jest rozrabiaką szykuje się do wyjazdu do Paryża z całą swoją liczną rodziną, by tam spędzić Boże Narodzenie. W domu panuje istny rozgardiasz – krzyczące biegające dzieciaki, pakowanie walizek i hałasy jakie zwykle towarzyszą w takich momentach. Na domiar złego Kevin wdaje się w kłótnię ze swoim starszym bratem Buzzem, co skutkuje tym, że zostaje za karę zamknięty w pokoju na górze. Kevin życzy sobie w ciszy, aby cała jego rodzina zniknęła, ma już dość traktowania go jak popychadło przez starszych. Nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że to życzenie tak szybko się spełni.

Gdy się budzi dom jest pusty. Nie napawa go to zbytnim przerażeniem, wręcz przeciwnie. Zamierza skorzystać z wolności – w końcu cały dom ma dla siebie! No niezupełnie. Wieczorami nawiedza go strach przed starszym sąsiadem ze szpadlem, o którym krążą złowieszcze pogłoski. Na domiar złego w pobliżu grasuje dwójka włamywaczy Harry (Joe Pesci) i Marv (Daniel Stern), którzy upodobali sobie duży dom rodziny McCallister.

W tym samym czasie gdzieś w połowie lotu do Paryża, matka (Catherine O’Hara) orientuje się że zostawiła w domu dziecko. Kiedy okaże się, że wszystkie powrotne loty są już zarezerwowane i nie ma szans na podróż do Stanów, zdesperowana matka rusza w szaloną eskapadę i przyłącza się do wędrownej grupy muzycznej, która ma po drodze do Chicago. W tym samym czasie Kevin widząc determinację złodziei postanawia bronić domu i zastawia na nieproszonych gości wymyślne jak na ośmiolatka pułapki. Złodzieje nawet nie zdają sobie sprawy na kogo trafili i że nie pójdzie im tak gładko.

Kevin sam w domu to bardzo dobra komedia. Niestety traci z każdym kolejnym seansem. Najlepiej jest zobaczyć ją po wielu latach gdyż niektórych gagów i śmiesznych sytuacji nie zapamiętuje się aż tak dobrze i może to być miłe odświeżenie po dłuższym czasie. Nie należę do grona osób, które wałkują ten film do znudzenia w każde Święta – wolę sięgnąć po inne pozycje (przykłady w tym wpisie). Przygód dzielnego Kevina nie wypada nie znać – to film zarówno dla dorosłych jak i dzieci. Zabawa dla całej rodziny gwarantowana.

To wspaniałe życie! (It’s a Wonderful Life! 1946, reżyser Frank Capra) – nie jest być może filmem stricte poświęconym tematyce świątecznej, ale pewien ważny segment historii dzieje się właśnie w Wigilijną Noc i jest tu kluczowy. Poza tym już od początkowych sekund witają nas ujęcia obficie sypiącego śniegu i widzimy pokryte białym puchem domy, w których rozbrzmiewają ciche modlitwy zanoszone Bogu przed snem.

Głównym bohaterem całej opowieści jest George Bailey (James Stewart). Już jako dziecko wykazuje się nadzwyczajną odwagą ratując młodszego brata z nieplanowanej kąpieli w lodowatej wodzie, po tym jak załamuje się pod nim lód. Sam George nabawia się poważnej infekcji ucha co w konsekwencji prowadzi do utraty słuchu w jednym z nich.

Chłopiec już jako uczeń szkoły podstawowej dorabia w sklepie pewnego aptekarza. Gdy dowiaduje się z telegramu o nagłej śmierci syna pana Gower, powstrzymuje załamanego i pijanego mężczyznę przed czynem, którego mógłby w przyszłości gorzko pożałować. Jako dorosły mężczyzna George pomaga w rodzinnej firmie w miasteczku Bedford Fall. Firma jego ojca i wuja zajmuje się udzielaniem kredytów mieszkańcom. Nie jest łatwo gdyż nieustannie nachodzi ich wyrachowany i pozbawiony ludzkich uczuć bogacz Henry Potter (Lionel Barrymore). Inwalida poruszający się na wózku jest prawdziwą zmorą dla ledwo wiążącej koniec z końcem firmy.

Marzeniem Georga jest wyrwanie się z tego nudnego, pozbawionego perspektyw miasteczka i studia, które zapewniłyby dobrą przyszłość i lepszy byt. Wszystkie plany odchodzą jednak na bok kiedy niespodziewanie umiera ojciec, założyciel firmy. Syn postanawia pod naciskiem zarządu zostać i kontynuować dzieło ojca, młodszy brat Henry wyjeżdża na wymarzone studia, poznaje piękną kobietę i ją poślubia, otrzymuje też od teścia propozycję dobrze płatnej pracy.

W tym samym czasie George boryka się z problemami firmy, zakochuje się bez pamięci w pięknej Mary (Donna Reed) – koleżance z dzieciństwa, bierze z nią ślub, a niedługo wspólnie doczekają wesołej gromadki dzieci. Czy George nie jawi się Wam jako mężczyzna dobry, spełniony prawy i uczynny? Co musiałoby się stać, by ten człowiek chciał odebrać sobie życie? To pytanie zadaje sobie też anioł Clarence Odbody (Henry Travers), który w niebie poznaje Józefa – innego anioła, który powierza mu misję, a w nagrodę chce podarować mu skrzydła, których Odbody jeszcze nie ma.

Clarence poznaje historię życia Georga i otrzymuje zadanie. Ma powstrzymać zrozpaczonego mężczyznę, który postanawia skończyć swój żywot skacząc z mostu. Ma na to niewiele czasu. Co by było gdyby wszystkie te wydarzenia nie miały miejsca, co gdyby George nigdy nie przyszedłby na ten świat? Czy rzeczywiście bez niego wiodłoby się wszystkim lepiej?

To wspaniałe życie! to film, którego nie wypada nie znać. Afirmacja życia i pochwała dobrych uczynków to jego główne przesłanie. No i jeszcze jak napisał Clarence w dedykacji w książce: „Żaden człowiek nie jest przegrany jeśli tylko ma przyjaciół”. Trudno się z tym nie zgodzić.

Gospoda Świąteczna (Holiday Inn 1942, reżyser Irving Berlin) – to jeden z moich ukochanych filmów świątecznych i to nie tylko dlatego, że jest to musical. Bardzo zgrabnie opowiada historię tercetu taneczno-wokalnego, w którego skład wchodzą Jim, Lila i Ted. Niestety jak wiadomo do tańca trzeba dwojga i panowie już wkrótce zakochają się w swej towarzyszce.

Trójkąt robi się zbyt ciasny i duszny więc zaczynają rywalizować o uczucie filigranowej Lily (Virgina Dale). Każdy z nich ma coś do zaoferowania. Ted (Fred Astaire) kusi kobietę wizją wielkiej kariery i występami na największych scenach. Jim (Bing Crosby) bardzo by chciał, by zaszyli się tylko we dwoje gdzieś na spokojnej idyllicznej wsi. Jak można przewidzieć oszołomiona blaskiem sławy Lila decyduje się na rozwój kariery, co sprawia że Jim wpada w depresję i postanawia odsunąć się w cień i zamieszkać sam na wsi z dala od zgiełku wielkiego miasta.

Jak się okazuje, życie to rozczarowuje naszego bohatera na tyle, by zjawić się w Nowym Jorku w celu przedstawienia przyjaciołom nowego pomysłu. Ten wydaje się być niesamowity – Jim przekształci swoją ogromną posiadłość w Gospodę Świąteczną czynną tylko i wyłącznie w święta. Dzięki temu będzie pracował jedynie kilka dni w roku. Pomysł spotyka się z aprobatą Teda, który nie chce brać osobiście udziału lecz życzy Jimowi szczęścia.

Jego agent Danny wysłany zostaje do kwiaciarni po kwiaty przeznaczone dla Lily. Rozpoznaje go tam piękna Linda Mason (Marjorie Reynolds) i błaga go, by Danny wprowadził ją w świat show biznesu. Danny daje jej wejściówkę do klubu Teda, a także mówi jej o Gospodzie Świątecznej. Kobieta udaje się do klubu zgrywając wielką gwiazdę i przysiada się do Jima. Ten nie pozostaje obojętny na urok nowej towarzyszki i postanawia udawać właściciela klubu. Niestety Linda ucieka w popłochu w obawie przed zdemaskowaniem, ale już następnego dnia zjawia się w Gospodzie. Ku jej zaskoczeniu jest tam też i Jim – wszystko więc wychodzi na jaw. Panna Mason zachwycona jest tym niezwykłym miejscem, a mężczyzna zdradza jej, że szykuje dla swoich gości wyjątkowy występ i zamierza zaśpiewać swój nowy utwór White Christmas. Dla Lindy i Jima to będzie dopiero początek wielkich wydarzeń i wielkich uniesień.

Jestem przekonana, że każdy choć raz w życiu słyszał świąteczną pieśń White Christmas w wykonaniu Bing Crosby’ego (choćby w telewizyjnej reklamie). Scena gdy Linda i Jim wspólnie śpiewają przy dużej, przystrojonej choince ogrzewając się w blasku kominka jest pełna nostalgii, romantyzmu i tęsknoty za minionymi czasami. W końcu przecież każdy marzy o białych świętach jak w dzieciństwie prawda?

Białe Boże Narodzenie (White Christmas 1954, reżyser Michael Curtiz)  to drugi musical świąteczny, który znajduje się w tym zestawieniu. Poznajemy historię kapitana Boba Wallace (Bing Crosby) oraz szeregowego Phila Davis (Danny Kaye), którzy występują w Wigilię Bożego Narodzenia dla armii amerykańskich żołnierzy. Trwa II Wojna Światowa. Obaj zakochani w śpiewie i tańcu – marzą o porzuceniu karabinu i powrotu na scenę. Tuż po wojnie przechodzą od słów do czynów – wracają w wielkim stylu.

Ich występy można zobaczyć w klubach, na słynnym Broadwayu, usłyszeć ich w radio. W końcu stają się bardzo wpływowymi producentami. Pewnego razu mężczyźni otrzymują list od sierżanta, którego poznali w czasie wojny. Ten prosi ich, aby przyjrzeli się bliżej duetowi jego sióstr, który ma wystąpić na scenie. Ta czwórka szybko przypadnie sobie do gustu. Betty (Rosemary Clooney) i Judy (Vera-Ellen) robią wrażenie na mężczyznach i to nie tylko swoim tańcem i śpiewem. Jeszcze tego samego wieczoru pary zasiadają razem przy stoliku. Podczas gdy Phil i Judy razem tańczą, między Bobem a Betty dochodzi do sprzeczki.

Dziewczęta wybierają się do Columbia Inn w Pine Tree w stanie Vermont. Tam ma się odbyć ich występ, gdzie zostaną aż do końca świąt. Pech chce, że następuje nieporozumienie i gospodarz każe Betty i Judy opuścić zajęte przez nie miejsce. Bob natychmiast reaguje i oddaje bilety swoje i Phila siostrom (a także zarezerwowany wcześniej w pociągu wagon sypialny). Dziewczęta w ramach wdzięczności proponują nowym znajomym wspólną podróż do Pine Tree. W końcu co mają do stracenia?

Na miejscu widzą, że nie ma ani jednej śnieżynki, a właścicielem gospody okazuje się generał Waverly, którego Bob i Phil znają. Waverly wszystkie swoje oszczędności zainwestował w to miejsce. Brak śniegu oznacza jednak brak gości i mężczyzna zaczyna się poważnie obawiać czy jego interes nie padnie. Aby przywrócić temu miejscu świetność i przyprowadzić wielu gości, Bob i Phil ściągają całą swoją załogę tancerzy z musicalu Playing Around, a także angażują w swój projekt Betty i Judy. Niebawem gospoda znów będzie rozbrzmiewać dźwiękami muzyki i śpiewem, a dodatkowo dojdzie do kilku zabawnych i pogmatwanych wydarzeń, w których niemały udział będą miały nowe towarzyszki.

Lata 50 to złoty czas dla musicalu w Hollywood. Film Białe Boże Narodzenie wypełniony jest muzyką, tańcem, radością. To klasyczna „komedia pomyłek”, w której bohaterowie wikłają się w przeróżne zabawne sytuacje. Zobaczymy tu piękne stroje z tamtych lat, wymyślne i gustowne fryzury oraz bogatą scenografię. Na pierwszy plan wysuwa się tu głos Bing Crosby’ego. Podobnie jak w przypadku filmu Gospoda świąteczna z 1942 roku usłyszymy utwór White Christmas (druga wersja). Warto jeszcze wspomnieć o The Best Things Happen While You’re Dancing  oraz  Snow

Holiday (The Holiday 2006, reżyser Nancy Meyers) – ta komedia romantyczna ma już 11 lat! Kiedy widziałam ją po raz pierwszy nic nie wskazywało na to, że stanie się takim przebojem. Fabuła zaczyna się dość typowo. Dwie młode kobiety Iris (Kate Winslet) i Amanda (Cameron Diaz) są świeżo po nieudanym związku. Ściślej rzecz biorąc ich mężczyźni zdradzali je z różnymi kobietami prowadząc podwójne życie. Jedna i druga rozpacza na swój wyjątkowy sposób, a że wszystko dzieje się w okolicach zbliżającej się Gwiazdki dramat jest jeszcze większy. Jedna mieszka w przytulnej chatce w zaśnieżonym angielskim miasteczku, druga pochodzi z gorącej Kalifornii gdzie znajduje się jej ogromna, nowoczesna willa z basenem. Obie nie wiedząc o swoim istnieniu postanawiają zmienić otoczenie i wynieść się choć na chwilę z domu, w którym wszystko przypomina wspólne chwile z byłym.

Trafiają na serwis internetowy zajmujący się wymianą domów. Iris i Amanda zamieniają się posiadłościami na dwa tygodnie i wsiadają w samolot. Iris jest wniebowzięta gdy widzi ogromny luksusowy apartament, Amanda doznaje szoku na widok małej, trzeszczącej chatki w Surrey i zdecydowanie nie jest gotowa na wysokie zaspy śniegu. Kobieta umiera z nudów i zaczyna myśleć o powrocie do domu. Kiedy do jej drzwi puka brat Iris – przystojny Graham (Jude Law) z miejsca zmienia zdanie. Graham ledwo trzyma się na nogach po wizycie w pubie i nie miał pojęcia, że Iris nie ma w kraju, ale prosi Amandę o pozwolenie, by został na jedną noc. Można przewidzieć, że kończy się to upojnym seksem, ale już następnego ranka Amanda odkrywa, że dzwoniły tajemnicze Sophie i Olivia, co naturalnie podsuwa jej myśl, że Graham także jest z tych, co zdradza. Postanawia jednak zostać i poznać mężczyznę bliżej i dociec prawdy. Kim tak naprawdę są Sophie i Olivia?

W tym czasie także Iris poznaję mężczyznę, a właściwie dwóch mężczyzn. Zaczyna spędzać sporo czasu z sympatycznym Milesem (Jack Black), a także z miłym starszym sąsiadem Arthurem, który okazuje się być uznanym twórcą scenariuszy do filmów złotego wieku Hollywood. Gdy kobieta dowiaduje się, że Gilda Scenarzystów pragnie uhonorować go specjalną nagrodą za całokształt twórczości, ten odmawia udziału w gali w obawie, że zrobi z siebie pośmiewisko – nie potrafi się samodzielnie poruszać. Iris stawia sobie za zadanie przekonanie staruszka, by mimo trudności pojawił się na wręczeniu nagród osobiście. Również w tym samym czasie wspólne rozmowy z Milesem zbliżają jego i Iris.

Holiday to pełna zabawnych gagów opowieść o tym, że czasem można rzucić wszystko, postawić na jedną kartę i odnaleźć miłość w miejscu, po którym nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Taka lekka, romantyczna komedyjka w sam raz na grudniowe popołudnie.

Żona biskupa (Bishop’s Wife 1946, reżyser Samuel Goldwyn) – ten film powinien pełnić rolę poradnika dla mężczyzn o tym jak dbać o swoją kobietę 😉 Żona biskupa to historia małżeństwa, w którym dawny płomień namiętności dawno zgasł, a spędzanie razem czasu stało się czymś niemożliwym do wykonania. Biskup Henry (David Niven) jest wiecznie zajęty – marzeniem o własnej monumentalnej katedrze, pracą papierkową, różnymi spotkaniami, pozyskiwaniem sponsorów  dla powstania budowli z jego marzeń.

Nie zauważa nawet jak niewiele czasu poświęca swojej pięknej młodej żonie Julii (Loretta Young) i ich córce Debby. Nie zjawia się na czas, do późna przesiaduje w swoim biurze, nie zważa na potrzeby innych, a już na pewno nie na potrzeby żony. Czarę goryczy przelewa odwołanie przez niego wspólnego lunchu i zaplanowanego spaceru. Pewnego dnia Henry nieświadomie przywołuje na ziemię anioła (Cary Grant).

Mężczyzna przestawia się jako Dudley i wywraca zorganizowane i sztywne reguły codziennego życia państwa Brougham do góry nogami. Czarujący dżentelmen o nienagannych manierach, odziany w elegancki garnitur i długi płaszcz z miejsca podbija serca napotkanych ludzi. Pojawia się zawsze tam, gdzie potrzebna jest pomoc. Jego drobne-wielkie gesty przywracają uśmiech, wiarę w dobro i najmilsze wspomnienia.

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Na urok Dudleya nie pozostaje obojętna także Julia, do której on mocno się zbliża. Wszelkimi sposobami próbuje zwrócić uwagę biskupa na żonę, nawet jeśli oznacza to wzbudzenie zazdrości. Anioł jawi się jako przeciwieństwo wiecznie zmęczonego pracą i utrapionego męża – Dudley ma mnóstwo czasu, rozpieszcza ją towarzysząc na zakupach (Julia akurat upatrzyła sobie na wystawie piękny kapelusz), zabiera na łyżwy, rozmawia z kobietą i wsłuchuje się w jej potrzeby, a przede wszystkim sprawia, że na jej twarzy coraz częściej gości uśmiech. Para je nawet razem obiad w restauracji Michel’s, w której miały miejsce zaręczyny Julii i Henry’ego. Czy cienka granica cierpliwości biskupa Henry’ego zostanie w końcu przekroczona i zauważy on, że największym skarbem jest jego rodzina?

Żona biskupa to film godny polecenia zwłaszcza wielbicielom talentu aktorskiego Cary Granta. Czarujący, szarmancki Brytyjczyk niczym magik zaczarowuje widza. Nie można przejść obojętnie wobec jego obecności na ekranie. Razem z Lorettą Young aktor stworzył zgrany i uroczy duet.

Igraszki losu (Serendipity 2001, reżyser Peter Chelsom) – to przewrotna, lekka komedia romantyczna o dwóch mijających się bratnich duszach, które wierzą w przeznaczenie. Nowy Jork – sezon świąteczny w pełni. Jonathan (John Cusack) i Sara (Kate Beckinsale) poznają się w jednym ze sklepów sieci Bloomingdale gdzie oboje chcą kupić jak się okazuje tę samą parę rękawiczek. I on i ona są w stałych związkach, ale już od początku między nimi iskrzy. Rozmowa wciąga ich do tego stopnia, że postanawiają skoczyć na deser do uroczej knajpki Serendipity 3.

Sara jest jedną z tych kobiet, które wierzą że w wielu sprawach warto zdać się na los. Po skończonym deserze Sara i Jonathan wpadają na siebie raz jeszcze gdyż oboje zapominają zabrać z sobą osobistych rzeczy. Kilka spojrzeń i gestów wystarczy, by rozmawiać całą noc, spacerować, pójść na łyżwy i zapomnieć o całym świecie. Sara wpada na dość ryzykowny pomysł, aby jeden numer telefonu zapisać na banknocie 5 dolarowym i go wydać, a drugi zapisać na okładce książki, która ma zostać sprzedana. Przecież jeśli są sobie przeznaczeni – te przedmioty trafią w ich ręce i skontaktują się ze sobą tak czy inaczej.

Nawet oni nie spodziewają się, że za kilka lat los zdecyduje o tym, że banknot i książka rzeczywiście znajdą się w ich posiadaniu. Sara i Jonathan wyruszą na spotkanie – on poleci za nią do San Francisco, ona do Nowego Jorku. Miną się czy ponownie będzie im dane porozmawiać w cztery oczy? I czy dojdzie do ślubu Jonathana z inną kobietą?

Igraszki losu to bardzo przyjemna, lekka historia miłości dwojga ludzi, którzy nie tylko uwierzyli w przeznaczenie, ale też całkowicie zdali się na los. A że to jest bajka? Świąteczne filmy mogą być czasami oderwane od rzeczywistości i mnie to nie przeszkadza.

Opowieść Wigilijna (A Christmas Carol 2009, Robert Zemeckis)  Opowieści Wigilijnych było już naprawdę wiele, ale ta wersja jest najbardziej przeze mnie zapamiętana i pewnie nie tylko z powodu specyfiki animacji 3D, ale fantastycznie wykreowanego świata i wyrazistych postaci. Klasyczna baśń Charlesa Dickensa została tu podana w arcyciekawy sposób.

Akcja toczy się w roku 1843, a głównym bohaterem jest Ebenezer Scrooge – podstarzały i bardzo gburowaty mężczyzna, który w dodatku jest dusigroszem. Kiedy całe miasteczko szykuje się do obchodów Świąt Bożego Narodzenia, Scrooge pozostaje niewzruszony. Niewzruszony do tego stopnia, że odmawia własnemu siostrzeńcowi przyjścia na świąteczny obiad, na który ten go zaprasza. Nie obchodzi go dawanie, tak więc odprawia z kwitkiem kwestorów zbierających datki na cele charytatywne. Od niechcenia udziela pozwolenia swojemu lojalnemu pracownikowi na spędzenie Świąt z rodziną.

I kiedy wieczorem jest już w swoim domu staje się coś niezwykłego – Scrooge’a nawiedza duch jego zmarłego wspólnika Jacoba Marley. Ostrzega on starucha, że jeśli nie zmieni swojego postępowania, po śmierci będzie przeklęty i skują go łańcuchy za to, że był za życia tak chciwym człowiekiem. Jacob mówi również, że odwiedzą go trzy duchy. I tak też się staje. Po kolei, Duchy Dawnych Świąt Bożego Narodzenia, Obecnych Świąt oraz Świąt Przyszłych zabierają go w niesamowitą podróż – podróż, w której Scrooge ujrzy swoje życie zanim stał się tym kim jest, a więc jego dzieciństwo, a także teraźniejszość i mroczną przyszłość.Czy przerażony wizjami Scrooge zdobędzie się na to, by uczynić trochę dobra i odmienić swe postępowanie zanim będzie za późno? Cuda przecież się zdarzają. A kiedy mają się dziać jak nie w Święta?

Twarze wykreowane w animacji łudząco przypominają prawdziwe oblicza aktorów wcielających się w poszczególne role. Jim Carrey jest tu Scroogem, a także Duchami. Usłyszymy tu także Gary Oldmana, Colina Firth czy Robin Wright. A Christmas Carol z 2009 roku to wspaniała rozrywka na długie grudniowe wieczory. Ta opowieść niesie ze sobą piękne przesłanie – nigdy nie jest za późno, by stać się lepszym i podarować ludziom trochę szczęścia.

Cud na 34 ulicy (Miracle on 34th Street 1947, reżyser George Seaton) – ostatnią moją propozycją jest film z 1947 roku, który zgarnął trzy Oscary – w tym za najlepszy scenariusz i najlepszego aktora drugoplanowego. (dla Edmunda Gwenn, choć ten pan gra tu zdecydowanie pierwsze skrzypce). Co ciekawe obraz miał premierę w maju, a więc bardzo daleko do Świąt.

Fabuła kreśli się mniej więcej tak. W trakcie corocznej parady z okazji Dziękczynienia, pewien brodaty staruszek zauważa alkoholową niedyspozycję zatrudnionego na jej czas Świętego Mikołaja. Nie chcąc dopuścić do katastrofy kiedy setki dzieci czekają na ujrzenie swojego ulubieńca, zgadza się zastąpić pracownika i przebrać się w kostium. Podoba się ludziom tak bardzo, że z miejsca dostaje posadę Świętego Mikołaja w ogromnej galerii handlowej giganta Macy’s. Do staruszka ustawia się długa kolejka, a on sam zdaje się być zachwycony swoją rolą. Wszystko zmienia się gdy poznaje bliżej swoją pracodawczynię – odpowiedzialną za dział marketingu Doris Walker (Maureen O’Hara).

Okazuje się, że mężczyzna podaje się za Krisa Kringle i utrzymuje, że jest prawdziwym Mikołajem. Ma dużą wiedzę na temat reniferów, wspaniały kontakt z dziećmi, a w formularzu w rubryce data urodzenia wpisuje „Tak stary jak mój język i odrobinę starszy niż moje zęby”. Miejsce urodzenia oznacza jako Biegun Północny, a na najbliższych krewnych wskazuje swoje renifery, które wymienia po imieniu. Doris, samotna matka małej Susan wychowuje córkę w przekonaniu, że najlepszy jest zdrowy rozsądek i nieuleganie fantazjom i wyobraźni toteż dziewczynka nie wierzy w Świętego Mikołaja. Sama Doris również trzyma na dystans zwariowanego staruszka.

Kiedy sprawy wymakają się spod kontroli i Kris zostaje uznany za niepoczytalnego, za co ma trafić do zakładu psychiatrycznego rozpoczyna się wielka debata, w której biorą udział psychiatrzy, zachwyceni osobliwym charakterem pana Kringle klienci sieci sklepów, a także w końcu Sąd Najwyższy Stanu Nowy Jork. W sprawie pomaga młody prawnik Fred (John Payne) zadurzony w Doris. Od razu zaprzyjaźnia się z Krisem, on także chce wyleczyć kobietę z przesadnej sztywności i czysto zdroworozsądkowego podejścia do życia. Nie dość, że obaj panowie mają misję sprawić, by matka i córka uwierzyły w magię Bożego Narodzenia i wpuściły do życia trochę radości i zabawy, to jeszcze Fred musi udowodnić przed sądem, że Kris Kringle jest prawdziwym Świętym Mikołajem i jest w pełni poczytalny.

Brzmi nie co absurdalnie, ale Cud na 34 ulicy ogląda się z uśmiechem na ustach. To troszkę zwariowany i niekonwencjonalny film o tym, że nie warto trzymać się jakichś sztucznych, sztywnych reguł tylko dlatego, że już nie wypada ze względu na wiek lub opinię społeczną. Ważne, to co mamy w sercu i co dajemy innym ludziom. A przy okazji naprawdę możemy być prawdziwym Świętym Mikołajem.

Inne wpisy

2 komentarze

    1. Jeśli tylko jest się fanem kina tamtych lat, to może się spodobać. Na pewno „Żona biskupa” jest filmem wyjątkowym 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *